środa, 2 czerwca 2010

włoskie porządki


Autobus podjechał z opóźnieniem. Rozbawiony, wystylizowany tłum kontynuował przyjmowanie napojów wyskokowych. Piwa z puszek, wina z butelek, drinków z kubków jednorazowych i plastikowych, półtoralitrowych butelek. Otworzyły się drzwi autokaru, przepychankom i krzykom nie było końca. Weszliśmy na pokład. Zwykle mam potrzebę kontrolowania sytuacji, tym razem czułem się całkiem nieźle w towarzystwie największych łobuzów i łobuzek z VIII H. Gimnazjaliści rozrabiają więcej? Nie sądzę.  Szkolne wycieczki w takim towarzystwie byłby dla mnie torturą największą. W sumie nie muszę się nad tym zastanawiać bo wszystkie szkolne wycieczki już odbyłem. Opisywany kurs autokarowy miał miejsce wczoraj w nocy. Trasa: Perugia-dyskoteka. Muszę zaznaczyć akcję niedokonaną.
Kierowca krzyczał przez mikrofon, że jest nas za dużo. Osób w autokarze mogło być tyle ile było miejsc siedzących. Jak łatwo można się domyślić pijanym ochotnikom wypraw trudno wytłumaczyć cokolwiek. Tym trudniej wytłumaczyć, że nie wezmą udziału w imprezie. Część osób wyszła od razu, zbyt mała jednak część. Show rozpoczęło się właśnie w tym momencie.
Stałem kilka metrów od autokaru, w którym: kierowca krzyczał, dla równowagi dziki tłum też krzyczał i pokazywał co sobie robi z nawoływań kierowcy. Włosi potrafią bardzo sugestywnie używać mowy ciała, nie powiem. Przed maszyną wrzało. Moda na noszenie pasa spodni na wysokości połowy pośladków aktualna. Nie mieli więc goście problemu by okazać kierowcy gdzie mają tę całą organizację i porządek. Zsuwali spodnie z bielizną nader łatwo…
Bawiłem się przednio pół godziny po czym poszedłem bawić się dalej, tym razem z muzyką. Wcale nie było w klubie głośniej.

Brak komentarzy: