Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 października 2012

Ciasto drożdżowe Stefci



Była dwudziesta zwykłego dnia roboczego zwykłego jesiennego tygodnia. Siedziałem w mieszkaniu. Robiłem nic, po tym jak robiłem coś.
Wybrałem numer Stefci:
- piiiiiiiii, piiiiii... - w słuchawce. Zaraz włączy się poczta głosowa, myślę, jednocześnie wiedząc że babcia potrzebuje czasu by zrzucić z siebie ciężką pierzynę, podnieść się do telefonu...

- Słucham.
- Cześć babciu. Mówi Michał, oglądałaś telewizję?
- Tak syniu, film leci. Coś się stało, że dzwonisz o tej godzinie?
- Nie, nic się nie stało. Mam ochotę na ciasto drożdżowe i pomyślałem, że zrobię dokładnie takie jak robisz Ty, dlatego dzwonię. Podyktujesz mi przepis?
- Cha, cha, o tej godzinie?! No dobrze, rozumisz...

I tak ze składników dodawanych 'na oko', bo jak wiadomo Stefcia ma wagę w rękach, powstał placek drożdżowy. Najlepszy z masłem.


Placek drożdżowy
Składniki:
240 ml mleka pełnotłustego
80 g masła + odrobina do wysmarowania formy
500 g mąki pszennej
40 g świeżych drożdży
1/2 szkl. cukru + dodatkowa łyżka cukru
2 jajka (temp. pokojowa)
3 żółtka (temp. pokojowa)
szczypta soli
dowolne bakalie (garść, dwie) - użyłem suszonych daktyli i moreli bo akurat czekały w szafce
bułka tarta do wysypania formy

Kruszonka:
3 łyżki zimnego masła
4 łyżki cukru
6 łyżek mąki

Zagotowałem mleko, do gorącego wrzuciłem masło.
Odważyłem mąkę. W miseczce rozmieszałem drożdże z łyżką cukru, dodałem łyżkę mąki, trochę ciepłego mleka i odstawiłem na kilkanaście minut.
Do miski z mąką wbiłem jedno jajko, dodałem 3 żółtka, cukier, szczyptę soli i ciepłe mleko z masłem. Wyrobiłem ciasto zagniatając je dokładnie (wyrabiać co najmniej 10 min). W końcowej fazie mojego wyrabiania ciasto, dosyć luźne, odchodziło od brzegów miski. Wmieszałem bakalie, zagniatałem jeszcze chwilę.
Przykryłem miskę czystą ścierką, odstawiłem do wyrośnięcia.
Po 45 minutach przełożyłem przygotowane ciasto do formy wysmarowanej masłem i obsypanej bułką tartą (użyłem tortownicy o średnicy 23 cm). Przykryłem ściereczką, odstawiłem na kolejne 45 minut.

Gdy ciasto drugi raz rosło przygotowałem kruszonkę szybko łącząc palcami składniki, odstawiłem do lodówki.

Rozgrzałem piekarnik do 180 stopni C. Wyrośnięte ciasto posmarowałem po wierchu rozkłóconym jajkiem i obsypałem kruszonką. Piekłem 50 minut, do suchego patyczka.

Babcia Stefcia

środa, 13 czerwca 2012

Placki jogurtowe z suszoną śliwką


Jestem w fazie mleczo-jajeczno-mącznej. W ciągu ostatnich siedmiu dni dwa razy robiłem górę naleśników, nie wiadomo kiedy zniknęły. Miałem ochotę na naleśnika i dzisiaj, na drugie śniadanie. Zadowolony poszedłem do kuchni ze swoim przyjacielem mikserem. Nie będę wdawał się w temat komfortu mieszkania w kamienicy studenckiej i dzielenia kuchni z osobami, z którymi w 'normalnych' warunkach nie miałbym kontaktu. Nie ma usprawiedliwienia dla udawania, że bałagan robi się sam, dla totalnego lenistwa też. Przyjąłem, że miejscem mojego miksera jest biurko. Leży obok papieru do drukarki, zszywek do zszywacza, taśmy i ładowarki do telefonu. W kuchni, wracając do jedzenia, okazało się że nie mam mleka, a i przypomniałem sobie o pustym ostatnio blogu. Nie żebym nie gotował - były tzatziki, sernik na zimno, rosół, smażony camembert... tylko do aparatu wydawało mi się daleko. Na dzisiejsze drugie śniadanie powstały placki.

W prostych plackach na jogurcie suszone śliwki bardzo dobrze oddały co mają najlepsze - słodycz podbitą lekką kwasowością i ciężki śliwkowy aromat.


Placki jogurtowe z suszoną śliwką
Pancakes allo yogurt con prugne secche
Yogurt pancakes with dried plums

1 duża porcja
Składniki:
1 jajko
4 duże łyżki jogurtu naturalnego (użyłem pełnotłustego)
3 łyżki wody
1 łyżka cukru kryształu
4 pełne, 'z górką', łyżki mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
mała garść suszonych śliwek

olej do smażenia

Wszystkie składniki, prócz śliwek, wlałem/wsypałem do miski. Połączyłem przy pomocy miksera (minuta). Powstało ciasto o konsystencji bardziej zwartej niż ciasto naleśnikowe. Odstawiłem na 5 minut. W tym czasie pokroiłem drobno suszone śliwki, rozgrzałem na patelni olej.
Dodałem śliwki do ciasta, wmieszałem. Malutką chochelką wlewałem ciasto na patelnię. Placki smażyłem na średnim gazie z obu stron zaledwie moment, do zarumienienia.
Gdybym miał cukier puder posypałbym lekko placki po wierzchu. Nie miałem, a i tak mi bardzo smakowało.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Naleśniki


Naleśniki nieustannie kojarzą mi się z dzieciństwem. Wielokrotnie rano budziłem się, gdy mama włączała mikser do przygotowania naleśników na śniadanie. Wczesnym latem jadłem je z bratem polane śmietaną i zmiksowanymi truskawkami. Gdy nie było truskawek przekładaliśmy naleśniki serem ze śmietaną i cukrem (czasem z dodatkiem surowego żółtka), dżemami, konfiturami, powidłami. Rzadko jedliśmy naleśniki wytrawne.
Najbardziej lubię placki przełożone ulubioną konfiturą śliwkową od babci Stefci, ze śmietaną. Bardzo lubię też i często robię naleśniki z odrobiną suchego maku i startą skórką z cytryny w cieście. Świetnie pasuje do nich dżem morelowy.

Słodycz smażonych naleśników niesie się po świecie wodząc za nosy. Nie potrafię się jej oprzeć.

Gotowanie dla przyjemności lubię najwięcej.

Ciasto naleśnikowe zawsze przygotowuję 'na oko', dzisiaj podaję moje dzisiejsze proporcje składników. Wieczorem dopadła mnie pokusa na mały, niezobowiązujący w przygotowaniu podwieczorek.


Naleśniki
Crêpes

2 porcje - 6 naleśników
Składniki:
szklanka mąki (200 ml)
1 jajko
szklanka mleka (użyłem półtłustego)
pół szklanki cydru (użyłem Strongbow Gold o posmaku pieczonych jabłek)
łyżka rozpuszczonego na patelni masła
szczypta soli

Wszystkie składniki szybko połączyłem przy pomocy miksera. Odstawiłem ciasto na 15 minut.

Patelnię dobrze podgrzałem (z pozostałym po rozpuszczeniu masła do ciasta naleśnikowego filtrem tłuszczu). Wlewałem ciasto chochelką, rozprowadzałem kołysząc patelnią. Smażyłem każdy naleśnik z obu stron do zarumienienia, nie dodając więcej tłuszczu.

Naleśniki złożyłem, przekładając lekkim dżemem figowym (użyłem Bonne Maman). Podsmażyłem gotowe placki na niewielkiej ilości masła. Podałem sobie z łyżką jogurtu greckiego i płatkami migdałów.

Niebo w gębie.

niedziela, 20 maja 2012

Placuszki z cukinii z żurawiną


Moje dzisiejsze drugie śniadanie lub przed-obiad w dniu, kiedy sklepy otwierają się dopiero po południu, a i to od niedawna. Niedziela, wcale nie-leniwa niedziela. Na biurku czeka na mnie kolejny stos papierów do 'przerobienia'. Ciekawe są teorie socjologiczne ale wymaganie, by przez kilka godzin, na czas egzaminu, poruszać się w dyscyplinie z precyzją rosyjskiego akrobaty zupełnie mnie nie bawi. I jeszcze oczekiwanie, by upraszczać, zakładać że złożoność materii/zachowań/umysłów nie istnieje bo z krzywej jasno wynika jak przedstawia się rozkład czynnika. Gdybym to ja umiał zapamiętywać bez zrozumienia... nie świeciłabym jak tylko dla ciebie.
Dużo za dużo.
Życzenie
Gdybym ja była słoneczkiem na niebie,
Nie świeciłabym jak tylko dla ciebie,
Ani na wody, ani na lasy.
Ale na wszystkie czasy,
Pod twym okienkiem i tylko dla ciebie.

Gdybym w słoneczko mogła zmienić siebie.
Gdybym ja była ptaszkiem z tego gaju,
Tylko bym w twoim chciała śpiewać kraju,
Ani na wody, ani na lasy,
Ale po wszystkie czasy,
Pod twym okienkiem i tylko dla ciebie,
Czemuż nie mogę w ptaszka zmienić siebie!

sł. Stefan Witwicki
muz. Fryderyk Chopin op. 74 nr. 1

Wykonawczynie: Dorota Mężyk - Gębska - mezzosopran, Barbara Ropelewska - fortepian

PS Komentarze spod filmu zrobiły mi dzień: 1/ Babcia mi to śpiewała jak byłam mała 2/Spoko to jest nawet!


Placuszki z cukinii z żurawiną
Frittelle di zucchine con mirtillo rosso
Zucchini pancakes with cranberries

Mała porcja dla 2 osób/duża porcja dla jednej osoby
Składniki:
1 średnia cukinia
garstka suszonej żurawiny
jajko
garstka parmezanu
ok 3 łyżki mąki
biały pieprz
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
sól
olej do smażenia

jogurt naturalny (mały kubek)

Cukinię dobrze umyłem, odkroiłem końce. Na tarce o grubych okach starłem warzywo. Dodałem żurawinę, jajko, parmezan. Wymieszałem do połączenia składników. Następnie dodałem mąkę, proszek do pieczenia, przyprawiłem białym pieprzem. Mąki dodałem tyle, by mieszanina była dość spoista ale tylko tyle, by połączyła składniki (nie chciałem placków z cukinią a placki z cukinii).
Sól pominąłem ponieważ powoduje, że cukinia wydziela dużo wody i musiałbym podsypywać mąki.
Smażyłem na oleju słonecznikowym do zarumienienia placów z obu stron. Odkładałem każdy gotowy placek na ręcznik papierowy, by pozbył się nadmiaru tłuszczu.

Podałem z osolonym jogurtem naturalnym.

czwartek, 17 maja 2012

Jajka w pomidorach


Dzisiejsze danie każdorazowo, kiedy o nim myślę skłania mnie do zachwytu nad porankami. Uwielbiam poranki.


Nauczyłem się tuż przed pójściem spać nastawiać budzik nawet, kiedy kolejnego dnia mam słodkie wolne. To jeden z tych wieczornych rytuałów, których nikomu odmówić nie można. Niektórzy/-e szykują ubrania na kolejny dzień, by potem złościć się, że pogoda nie taka i jasne spodnie wodą z kałuży przybrudzą. Inni/-e pakują plecaki, robią kanapki do pracy, czyszczą buty, spacerują z psem, wcierają oliwkę, czytają w łóżku, zakładają przepaskę na oczy, biorą długą kąpiel czy... myją zęby. Każda z wymienionych czynności jednym wydawać się może 'dziwna', innych obarczona rutyną, kolejnych - błogim pogodzeniem się z cyklicznością.

Nie mam problemów ze wstawaniem. Otwieram rano oczy i zwykle jestem gotowy do działania (prócz bardzo rzadkich przypadków, kiedy chce mi się dalej spać i ledwie odrywam głowę od poduszki). Zwykle to właśnie o poranku czuję rozpierającą energię, zwłaszcza gdy za oknem słonecznie. Otwieram wyimaginowane okiennice i widzę jasność. Nic nie widzę, światło nie pozwala. Zamykam powieki i pozwalam ciału na przywitanie się z nowym dniem, wystawiam się na produkcję witaminy D. Mam ochotę na dobre śniadanie, gazetę, kawę.

Gdy rano mam dużo czasu i mogę zadbać o świeże pieczywo, któremu przecinający nóż bezwzględnie będzie wypaczał gładką, zewnętrzną powierzchnię wbijając w nią zęby, lubię przywiązywać do śniadania szczególną uwagę. Mogę więc jeść długo ale i nie przeszkadza mi dłuższe przygotowanie tego, co znajduje się finalnie na talerzu. Leniwe niedzielne poranki, soboty albo świąteczne przedpołudnia aż proszą się o jajka w pomidorach.

Jajka w pomidorach
Jajka w pomidorach
Uova al sugo
Eggs in tomato sauce

Porcja dla 2-3 osób
Sos pomidorowySkładniki:
2 łyżki oliwy z oliwek
mały ząbek czosnku
puszka pomidorów (w wersji super szybkiej - krojonych)
łyżeczka octu balsamicznego
płaska łyżeczka cukru
duża szczypta suszonego oregano (lub kilka świeżych listków)
duża szczypta suszonej bazylii (lub kilka świeżych listków)
sól


Dodatkowo:
5-6 jajek
sól, pieprz, bazylia/oregano

Do przygotowania jajek w pomidorach potrzebujemy dużej patelni z pokrywką. Dla chcącego/-ej nic trudnego - patelnię można przykryć dużym talerzem; sprawdzone.
Zaczynam od podstawowego sosu pomidorowego:

Kroję drobno czosnek, wrzucam na ciepłą oliwę na patelni, podsmażam chwilę na małym ogniu (minuta, dwie, czosnek nie powinien się rumienić). Kolejno wylewam na patelnię zawartość puszki. Do 'pustej' puszki wlewam odrobinę (40-60 ml) wody, zbieram osiadły na bokach sos kołysząc nią i dolewam całość do pomidorów na patelni. Łyżką odkrajam zgrubienia z górnej części pomidorów, wyławiam ewentualne skórki. Rozdrabniam pomidory i gotuję całość na wolnym ogniu. Do kilku minutach dodaję ocet balsamiczny, cukier i przyprawy, całość gotuję jeszcze do zgęstnienia sosu i miękkości kawałków pomidorów (całkowity czas gotowania to ponad 10 minut). Gdy dodaję świeże zioła rwę listki na kawałeczki i dorzucam do sosu na sam koniec gotowania. Solę sos do smaku.

W przepisie czosnek zastąpić można cebulą lub pominąć (nie wszyscy w końcu lubią cebulę i czosnek).

Łyżką w dość gęstym sosie, ciągle na małym gazie, robię 'prześwity' w które wbijam jajka (niezamierzony wkręt dający pole do swobodnej interpretacji). Solę je, pieprzę. Patelnię po wbiciu jajek przykrywam i pozwalam jajkom się gotować. Długość gotowania wpływa oczywiście na stopień miękkości żółtek, ja wybieram dość płynne czyli czekam aż białka tylko się zetną.

Po przygotowaniu jajek posypałem je na patelni porwanymi liśćmi bazylii. Używając suchych ziół - bazylię/oregano dodajemy razem z solą i pieprzem.

Smacznego!

Dzisiejszy wpis dedykuję Sławce i Paulinie czekając na kolejne śniadania i rozmowy.

czwartek, 25 marca 2010

niedziela, 7 marca 2010

Manna waniliowa z owocowym musem

Weekendowe przyjemności pod znakiem wymówek do zabawy. Piątek klubowy, sobota urodzinowo-klubowa i manifowa niedziela. Bardzo przyjemnie, lekko męcząco, bez wątpienia aktywnie, ciągle na antybiotykach i bezalkoholowo. Anoushka swojego czasu narzekała na nadmiar manny. Kaszy, nie mamony. Wraz z Pierre Herme'm zrobiłem deser. ...ET SI VOUS VENIEZ MANGER CHEZ NOUS?



Manna na mleku /deserowa/
na podstawie Desery Pierre Herme


Składniki:
1 l mleka
150 g cukru
1 szczypta soli
1 strąk wanilii
250 g kaszy manny
75-100 g masła


Nagrzałem piekarnik do 180 stopni C. Strąk wanilii przekroiłem wzdłuż na pół, nożem zeskrobałem nasionka. Do rondelka wlałem mleko, dodałem cukier, sól, strąk i nasionka wanilii. Zagotowałem.
Do wrzącego mleka wsypałem mannę, wymieszałem. Dodałem masło i dokładnie wymieszałem.
Przełożyłem do żaroodpornego naczynia, przykryłem folią aluminiową i wstawiłem do piekarnika.
Wypiekałem 30 minut.



Kasza manna z malinami
na podstawie Desery Pierre Herme


Składniki:
800 g kaszy manny na mleku (wykorzystałem całość z przepisu wyżej)
4 żółtka
100 śmietany kremówki
200 g malin
30 g cukru
1 łyżka likieru wiśniowego


Gorącą mannę połączyłem mieszając z kolejno dodawanymi żółtkami.
Wlałem śmietankę i mieszałem, aż składniki się dokładnie połączą.
Kaszą napełniłem formę do muffin (w przepisie jest forma na babkę) i wstawiłem do lodówki na 3 godziny.
Maliny rozgnieść widelcem, dodać cukier oraz likier wiśniowy. Wymieszać (wykorzystałem konfitury zmieszane z likierem).
Formę wstawiłem na kilka sekund do gorącej wody i odwróciłem do góry dnem, deser wyłożyłem na talerzyki.
Na każdej porcji rozłożyłem owoce, jak na zdjęciach. Z przepisu wyszło 12 średniej wielkości deserów.




PS Na Manifie spotkałem Marcela, psa który mógłby być bliźniakiem Czesława Psa Mojego Jedynego. Nie wiem czy był stałym przyjacielem którejś z "Dziewczyn na politechniki" czy tylko spacerowym towarzyszem. Ku pamięci, najpierw Marcel, potem Czesiu w odsłonach z ostatniej wizyty:





QUE PASA?



środa, 3 marca 2010

wtorek, 2 marca 2010

niedziela, 28 lutego 2010

środa, 24 lutego 2010

niedziela, 21 lutego 2010

czwartek, 18 lutego 2010

niedziela, 14 lutego 2010

Waniliowo mi wg. Pierre Herme'a

Pyszny jest! Przyjemnie słodki, waniliowo-niebiański, deserowo przyjemny, śniadaniowy i na podwieczorek dobry, w poniedziałek i we wtorek...



Waniliowy ryż na mleku
na podstawie przepisu Pierre Herme'a z książki „Desery”

Składniki:
900 ml mleka pełnotłustego
70 g cukru
1 laska wanilii
200 g krótkoziarnistego ryżu
50 g masła
2 żółtka
szczypta soli

1. Zagotowałem w dużym rondlu mleko z przekrojoną wzdłuż laską wanilii i cukrem.
2. W drugim garnku zagotowałem litr wody.
3. Opłukałem porządnie ryż pod bieżącą wodą do czasu kiedy spływająca woda przestała być mętna.
4. Włożyłem ryż do wrzącej wody, gotowałem 2 minuty, osączyłem i włożyłem do wrzącego mleka.
5. Gotowałem pod przykryciem na bardzo małym ogniu przez ponad 30 minut.
6. Następnie, ciągle mieszając połączyłem ryż z masłem i rozmąconymi żółtkami. Dodałem szczyptę soli.


W kuchni roznosił się słodki, waniliowy aromat... Pierwsza, duża porcja zniknęła od razu po przygotowaniu w ramach weekendowego śniadania. Resztę deseru przełożyłem do filiżanek do espresso, ostudziłem i włożyłem do lodówki. Ryż można jeść na zimno, gdy jednak przyszła ochota na ciepły deser włożyłem filiżanki wypełnione słodkim ryżem do garnka, nalałem wody do połowy wysokości naczynek i pod przykryciem gotowałem wodę kilka minut do ogrzania nieba.

sobota, 13 lutego 2010

piątek, 12 lutego 2010

Pączki i inne czwartkowe przyjemności

Są dni, kiedy mimo szczerych chęci Natura, w tym przypadku nieożywiona sprzysięga się, robi wszystko na przekór. Nie było inaczej w ostatnią środę.

We wtorek wieczorem, po konsultacjach z Basią, wymianie spostrzeżeń, uwag i przepisu pojawiła się blotka o wspólnym smażeniu pączków dnia kolejnego. Za smalcem nie przepadam, gorącym jeszcze bardziej ale jak można wywinąć się od wspólnej zabawy, której kanwę stanowi przepis sprzed ponad 80 lat osławionej Marji Disslowej? Planty wtedy nie mięli... w środę jednak odnotowałem porażkę z rumem w tle.

List DO Basi (Warszawa, środa, 10/02/2010 19:43):
„Wróciłem do domu w dobrym nastroju bo jaki inny można mieć przed pieczeniem pączków. Okazuje się, że baterie w wadze pozwalają na wyświetlenie godziny ale mają za małą moc, żeby obsłużyć ważenie. Jak się łatwo można domyślić zapasowych nie mam a na oko to facet w szpitalu umarł.
Zostałem z setką rumu, niespełniony, głodny całego smrodu gorącego smalcu. Gdyby mi ktoś powiedział, że po ugotowaniu baterii odzyskają swoją świetność... albo lepiej-po naświetlaniu pod żyrandolem rozłożonych na dłoni baterii, stojąc na drabinie... stałbym. A tak? Obejdę się dziś smakiem. A miało być tak pięknie”

List OD Basi (Praga, środa, 10/02/2010 20:27):
„ (...) Wiesz, walnij setę tego rumu i myśl by najdalej smażyć na Ostatki. A należy Ci się seta rumu, bo w końcu mnie zmobilizowałeś.
Pozdrawiam, czekając aż ciasto "ruszy"”

List OD Basi (Praga, czwartek, 11/02/2010 20:05):
„Michu melduję że o 23.45 zakończyłam smażenie!
Podsumowując: ciasto pierwsza klasa, nie widać zlepień ciasta po smażeniu, nadzienie nie wycieka, obrączka się robi. Usmażyłam 12 średnich (...)”

List DO Basi (Warszawa, czwartek, 11/02/2010 06:59):
„Bardzo się cieszę Basia, że wszystko poszło dobrze. Smak na pączki już mam od wczoraj, byłem pewien, że choćby się waliło i paliło to usmażę. Chciałem dobrze, wyszło jak często.
Życzę przyjemnego czwartku z domowymi pączkami!
(...) liczę również, że Miś tudzież jakaś małpka Makagigi nie spałaszowała (wszystkich) pączków i ostaną się Wam dwa najładniejsze na śniadanie.”


Nie czekałem do ostatków ze smażeniem. Dobry pomocnik w kuchni to towar niemal deficytowy, wytresowana służba w czasach Marji. Nie każda, szczególnie młoda gospodyni ma tyle czasu i umiejętności, żeby odpowiednio wytresować służbę. Ja treserem nie jestem a pomoc miałem wczoraj nie lada (dziękuję!). 
W ten sposób kładłem się spać przed 1:00 po pracowitym wieczorze w kuchni.

Potwierdzam-nie widać zlepień, pączki mają obrączkę, ciasto jest wyborne. Moje pączki nadziane są konfiturą śliwkową, za którą wprost przepadam.

Liczę, że każdy miał wczoraj trochę przyjemności dla siebie, tłustej? Jak lubi to choćby i takiej.

Przepis na pączki Marji Disslowej
Instrukcja przygotowania ciasta drożdżowego pierwszej klasy


Basia, dziękuję!
Dziękuję też za wspólną zabawę wszystkim tym, którzy zdecydowali się przyłączyć do naszej spontanicznej ciuciubabki.

niedziela, 31 stycznia 2010

piątek, 8 stycznia 2010

niedziela, 19 kwietnia 2009

Jaja na francuskim

Będzie krótko bo do śniadania. Miały być jajka, można przygotowywać je na 1001 sposobów, na dzisiaj wybrałem ten. Szybki i prosty pomysł na urozmaicenie jajkowych, wiosennych poranków.

Potrzebujemy:
rulon gotowego ciasta francuskiego
jajka
średnie formy do tarty
zioła (bazylia oregano natka pietruszki szczypiorek) - najlepiej świeże
zielone/czerwone pesto
ser pleśniowy
ser żółty
sól, pieprz

Wykrajamy nożykiem do pizzy okręgi szersze niż przyłożone foremki i wykładamy je przygotowanym ciastem nie przejmując się, że boki wystają. Ciasto nakłuwamy widelcem na spodzie i po bokach, żeby się ładnie podniosło podczas pieczenia.
Czas na wbicie jajka w każdą foremkę i przyozdobienie go ziołami i tym, co lubicie najbardziej.
Pieczemy w temp. 220 stopni (200 z termoobiegiem) przez ok 15 min., aż ciasto nabierze złotego koloru a jajka się upieką razem z nim.

No, pogoda dzisiaj nie mogła być piękniejsza. Pewnie będzie pierwszy w tym roku piknik.

niedziela, 15 marca 2009

Sloneczne, kukurydziane omlety



Śniadanie to jeden z moich najważniejszych posiłków, nawet poranny prysznic musi czekać aż spokojnie skonsumuję codzienną dawkę węglowodanów, białka i tłuszczy. W weekendy, jak już zdarzyło mi się pisać szczególnie 
celebruję chwile. Zaszywam się w kuchni, przeglądam książki i gazety z przepisami po czym otwieram lodówkę i wymyślam danie otwierające dzień.


Wspomnieć, że naczytałem się już dziś o tiramisu, pastach, szpinaku, sosach i majonezach, pomyślałem więc dla przekory o przygotowaniu omletu.
Za oknem słonecznie, wszyscy w koło ogłaszają wiosnę, Wesele Figara w tvp, już za tydzien w domu pojawi się czworonożny przyjaciel, dzień przed nami, nie może być piękniej. Przynajmniej do jutra.
Słoneczne, kukurydziane omlety... z groszkiem
porcja dla 2 osób
3 jajka
2 łyżki mąki kukurydzianej
1,5 łyżki śmietany
mrożony groszek
2 plasterki szynki
sól, pieprz

Na łyżce masła podsmażyłem paski wędliny prowokując masło do przyjęcia zapachu szynki. Jajka ubiłem na pianę, po czym dodając mąkę kukurydzianą, śmietanę, pieprz i sól miksowałem jeszcze chwilę. Czas na wylanie pastelowożółtego kremu na patelnię. Drobny, zamrożony groszek przynosi wspomnienie zielonych nowalijek, jeszcze chwila i nie trzeba będzie sięgać do zamrażarki tylko wyjść na wielki targ pod Halą Mirowską i przynieść uginające się pod ciężarem witamin warzywa. Póki co ponad garść mrożonych kulek wygodnie rozłożyła się na puszystej pianie. Przykryłem na kilka minut patelnię, żeby temperatura mogła dosięgnąć zamrożonego wnętrza groszków. Czas na przewrócenie słonecznego spodka by podpiec druga stronę. Po chwili kontemplując moment zamieniamy się w potulnych słuchaczy widowiska z La Scali albo innego domu wysokiej kultury gdy na talerzu Słońce, zupełnie jak za oknem, ah. Chwilo trwaj, jesteś piękna! jak mówił Faust