Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podstawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podstawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Naleśniki


Naleśniki nieustannie kojarzą mi się z dzieciństwem. Wielokrotnie rano budziłem się, gdy mama włączała mikser do przygotowania naleśników na śniadanie. Wczesnym latem jadłem je z bratem polane śmietaną i zmiksowanymi truskawkami. Gdy nie było truskawek przekładaliśmy naleśniki serem ze śmietaną i cukrem (czasem z dodatkiem surowego żółtka), dżemami, konfiturami, powidłami. Rzadko jedliśmy naleśniki wytrawne.
Najbardziej lubię placki przełożone ulubioną konfiturą śliwkową od babci Stefci, ze śmietaną. Bardzo lubię też i często robię naleśniki z odrobiną suchego maku i startą skórką z cytryny w cieście. Świetnie pasuje do nich dżem morelowy.

Słodycz smażonych naleśników niesie się po świecie wodząc za nosy. Nie potrafię się jej oprzeć.

Gotowanie dla przyjemności lubię najwięcej.

Ciasto naleśnikowe zawsze przygotowuję 'na oko', dzisiaj podaję moje dzisiejsze proporcje składników. Wieczorem dopadła mnie pokusa na mały, niezobowiązujący w przygotowaniu podwieczorek.


Naleśniki
Crêpes

2 porcje - 6 naleśników
Składniki:
szklanka mąki (200 ml)
1 jajko
szklanka mleka (użyłem półtłustego)
pół szklanki cydru (użyłem Strongbow Gold o posmaku pieczonych jabłek)
łyżka rozpuszczonego na patelni masła
szczypta soli

Wszystkie składniki szybko połączyłem przy pomocy miksera. Odstawiłem ciasto na 15 minut.

Patelnię dobrze podgrzałem (z pozostałym po rozpuszczeniu masła do ciasta naleśnikowego filtrem tłuszczu). Wlewałem ciasto chochelką, rozprowadzałem kołysząc patelnią. Smażyłem każdy naleśnik z obu stron do zarumienienia, nie dodając więcej tłuszczu.

Naleśniki złożyłem, przekładając lekkim dżemem figowym (użyłem Bonne Maman). Podsmażyłem gotowe placki na niewielkiej ilości masła. Podałem sobie z łyżką jogurtu greckiego i płatkami migdałów.

Niebo w gębie.

poniedziałek, 14 maja 2012

Sos pomidorowy - podstawy


Lubię kuchnię włoską za bezpretensjonalność. Sos pomidorowy podany na przelanych wodą, rozgotowanych kluchach 'bo-tak-ładniej-wygląda' serwuje się w Polsce cichym i sztywnym, jakby połknęli kije od szczotek biesiadnikom. Pasta oblepiająca każdą nitkę spaghetti, ciągnąca się mozzarella, warzywa wmieszane z sos, oliwa, gwar... z tym kojarzy mi się włoskie jedzenie pasty - ze smakiem i serwetkami, z szałem kubków smakowych, kiedy oderwany kawałek chleba zbiera ostatki sosu z talerza.

Pisałem wczoraj krótko o pasji i jej odbiorze. Rozczulają mnie i przyciągają jak magnes osoby zachwycające się nad tym co na łyżce, czy nakłute na widelec. Antonio Carluccio i Gennaro Contaldo w programie 'Two Greedy Italians', który emitowało BBC podróżowali po Włoszech w poszukiwaniu wspomnień związanych z dzieciństwem spędzonym na Półwyspie (obaj przenieśli się do Anglii). Mimo, że teatralnie odgrywali zachwyt nad każdym talerzem - jest coś wspaniałego w radości z posiłku. Rusza mnie to. Pomysł na tytuł dla mojego wirtualnego kąta pojawił się po którymś z odcinków wyprawy Antonio i Gennaro do Italii. Sam też jestem zachłanny na jedzenie, łakomy wręcz.

Gotowanie sprawia mi dużo radości. Nie mam problemu z wymyślaniem kombinacji chociaż nie raz, nie dwa zdarzyło mi się jeść potrawy (z zasady nie wyrzucam jedzenia), które sam przyrządziłem ale... nie próbowałem nawet zapisać ich w pamięci. Błędy uczą najwięcej, nie przestanę eksperymentować.
Widziałem też w kuchni, nie tylko swojej, wiele: nieumiejętność ugotowania ziemniaków, krojenie na desce do krojenia foliowej paczki ze spaghetti w poprzek, na pół, 'bo-łatwiej-będzie-się-jadło' [Piotrek - dziękuję za obiad!] czy miałem styczność z bardzo ograniczonym, nieustannie powtarzanym domowym menu wzbogacanym czy wręcz bazującym na sosach ze słoika, gotowych, zamrożonych daniach, parówkach ['Michał! Tam jest pies z budą zmielony!'- Monia, uwielbiam ten cytat z Ciebie, pozdrowienia ślę mocarne!].

Etykietuję/taguję przepisy jak dzisiejszy - na szybki sos pomidorowy na bazie pomidorów z puszki - 'podstawy'. Dla osób, które potrzebują jasnych wskazówek w kuchni, stresują się, spinają a jednak z jakiś powodów czekają aż wyjdzie, aż tym razem się uda. To bardzo cenne.

Sos pomidorowy
Sos pomidorowy
Sugo di pomodoro
Basic tomato sauce

Składniki:
2 łyżki oliwy z oliwek
mały ząbek czosnku
puszka pomidorów (w wersji super szybkiej - krojonych)
łyżeczka octu balsamicznego
płaska łyżeczka cukru
duża szczypta suszonego oregano (lub kilka świeżych listków)
duża szczypta suszonej bazylii (lub kilka świeżych listków)
sól

Kroję drobno czosnek, wrzucam na ciepłą oliwę na patelni, podsmażam chwilę na małym ogniu (minuta, dwie, czosnek nie powinien się rumienić). Kolejno wylewam na patelnię zawartość puszki. Do 'pustej' puszki wlewam odrobinę (40-60 ml) wody, zbieram osiadły na bokach sos kołysząc nią i dolewam całość do pomidorów na patelni. Łyżką odkrajam zgrubienia z górnej części pomidorów, wyławiam ewentualne skórki. Rozdrabniam pomidory i gotuję całość na wolnym ogniu. Do kilku minutach dodaję ocet balsamiczny, cukier i przyprawy, całość gotuję jeszcze do zgęstnienia sosu i miękkości kawałków pomidorów (całkowity czas gotowania to ponad 10 minut). Gdy dodaję świeże zioła rwę listki na kawałeczki i dorzucam do sosu na sam koniec gotowania, w momencie, gdy wyłączam już gaz spod patelni. Na koniec solę sos do smaku.

Przepis niedługo zostanie wykorzystany na blogu w jednym z moich ulubionych dań śniadaniowych.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Tradycyjne włoskie sugo

Sos pomidorowy to chyba najbardziej powtarzalna potrawa w mojej kuchni. Wykorzystywany do lasagne, śniadaniowych jajek w pomidorach, podstawy sosu do spaghetti czy dipu pojawia się pewnie i co tydzień. Puszka pomidorów to niezbędnik w zapasach, a tradycyjny przepis będzie bez wątpienia fundamentem kilku przyszłych przepisów.


Sugo
Średnia cebula
2 duże ząbki czosnku
Puszka całych pomidorów bez skórki
Sól, pieprz, cukier
Świeża bazylia, oregano
Oliwa z oliwek

Gdy myślę o czerwonej pulpie myślę o zabijaniu wolnych rodników, chociaż nie kojarzą się od razu dobrze. Myślę o włoskim słońcu palącym wyschniętą ziemię.
Podłużne twarde, gruntowe pomidory, które Włosi najczęściej jedzą z sałatą oblewając warzywa gęstą oliwą i octem balsamicznym w puszce są dużo bardziej miękkie. Aromat pomidorów to jeden z ulubionych zapachów i ten smak, czerwony smak...

Podgrzewamy kilka łyżek oliwy. Na półce dumnie pręży się wiejska oliwa z listopada 2008 - kubki smakowe już szaleją.
Cebulę kroimy w piórka lub bardzo drobno siekamy, jeśli chcemy uzyskać bardziej gładką konsystencję sosu. Czosnek miażdżymy bokiem noża i kroimy drobno. Szklimy przygotowaną cebulę i czosnek na gorącym tłuszczu, po czym wlewamy na patelnię zawartość puszki. Jak te 5-6 całych pomidorow mieści się w małym kawałku metalu? Łopatką ostrożnie, by nie zachlapać co najmniej fartucha, rozdrabniamy krwisty pomidor jeden po drugim. Zmniejszamy moc płomienia, przykrywamy patelnię i dajemy pulpie kilka minut na nabranie miękkości.
Czas na lekkie odparowanie wody i doprawienie więc przykrywka się nie przyda. Koniecznie sól, koniecznie trochę pieprzu i cukru dla wyrównania smaków. Z braku świeżych ziół można dodać te z torebki choć to nie to samo.

Mieszając od czasu do czasu sprawdzamy czy jesteśmy w stanie nie zjeść całości sosu łopatką prosto z patelni...

niedziela, 1 lutego 2009

Gnocchi raz!

Wyrafinowana potrawa z prostych składników? Gnocchi proszę raz!

W Neapolu oblane gęstym sosem pomidorowym klejącym się od parmigiano reggiano, serwowane przy oczekiwaniu na danie główne (owoce morza w lekkiej panierce jeszcze pachnącej cytryną, smażone w głębokim tłuszczu?). Niech nie odstrasza nadmiar ugotowanych poprzedniego dnia ziemniaków, potrzebujemy do nich mąki, jaj, soli i zakasanych rękawów.

Gnocchi czyli "grudy" zaczynamy od przygotowania ziemniaków przepuszczając je przez praskę. Świetnie sprawdza się wcześniej serwowane puree. Wbijamy do ziemniaków jajko, dosypujemy 3/4 szklanki mąki (na ok. pół kilograma ziemniaków). Zaczynamy zagniatanie na stolnicy podsypując masę mąką do momentu, kiedy łatwo będzie się formować. Dzielimy zagniecioną kulę na części, następnie wyrabiamy podłużne wałki o średnicy mniej więcej 2 cm. Nożem porcjujemy wałki na kostki przecinając je co 2 cm. Zostaje teraz tylko w każdym kawałku wyrównać brzegi i małym palcem zrobić zagłębienie. Kartoflane łodzie wrzucamy do gotującej się, morskiej wody (ostatecznie może być osolona z kranu) z odrobiną oleju. Po rzucie kilkunastoma sztukami mieszamy wrzątek drewnianą łyżką, by kluchy się nie skleiły. Po wypłynięciu niech pogotują się jeszcze 2-3 minuty, próbujemy. Wyławiamy polsko-włoskie skarby... wkrótce będą pływać w sugo (sosie pomidorowym) i dumnie prezentować się obsypane pecorino, ale to już następna kulinarna blotka...

przyjemności w walce ze skrobią!
domowi pomocnicy mile widziani:)