Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2012

Pikantno-słodkie leczo ze słonymi tortilla chips

Wracając przedwczoraj ze spaceru schowałem się pod drzewem przed nagłą ulewą. Rude kasztany rozbijając się o chodnik co chwilę afiszowały, że nie są z kauczuku - odbijały się od bruku ledwie dwa razy, a i to nieznacznie.

Jesień.

Wspominanego dnia rano ugotowałem pikantno-słodkie leczo. Po spacerze nałożyłem dużą chochlę sosu do małej miski i trzymając ciepłe naczynie w zmarzniętej ręce wyjadałem czerwony zanurzając w nim słone chipsy.



Pikantno-słodkie leczo ze słonymi tortilla chips

20 dag surowego boczku
średnia słodka czerwona cebula
1 zielona,
1 czerwona,
2 żółte papryki
kilogram, albo i jeszcze więcej, dojrzałych pomidorów
łyżka koncentratu pomidorowego
(w sezonie pozapomidorowym 2 puszki pomidorów)
mała puszka kukurydzy
2 łyżki octu balsamicznego
chilli
oregano, sól, cukier do smaku

opakowanie tortilla chips

Boczek pokroiłem w paski, cebulę w kostkę, podsmażyłem na głębokiej patelni. Dodałem pokrojone papryki i smażyłem jeszcze chwilę. Sparzyłem pomidory, obrałem ze skóry i grubo pokroiłem usuwając wcześniej gniazda nasienne. Przełożyłem pomidory na patelnię.
Gotowałem całość do miękkości warzyw. Na koniec dorzuciłem odcedzoną na sicie kukurydzę. Wymieszałem i doprawiłem całość octem balsamicznym, solą, cukrem, oregano, pikantnych chilli.
Podałem z solonymi tortilla chips.


***
W ostatnim odcinku programu przygotowywałem suflet czekoladowy z kremem angielskim (przepis tutaj). Konkurencję wspominam tak:

Produkt, z którym mieliśmy pracować w drugiej konkurencji wybierał Miłosz. Pomysłowość produkcji programu MasterChef jest duża więc specjalnie nie zastanawiałem się wcześniej z czym przyjdzie mi się mierzyć. Z zaproponowanych składników, które stanowić miały podstawę deseru, Miłosz wskazał czekoladę - bardzo wdzięczny temat. Wdzięczny, aczkolwiek trudny, gdy pod ręką nie ma wagi lub czasu na odmierzanie składników ‘na oko’, by wyczarować dobry deser metodą prób i błędów.

Pierwszą wizytę w spiżarni wspominam jako stresującą ale także, po wszystkim, bardzo zabawną. W dzikim szale podbijanym przez stres, rozgorączkowane i rozgorączkowani, nie mając pojęcia w którą stronę się udać i gdzie rozlokowane są niezbędne składniki i sprzęty zdarzało się, że pokrywki garnków latały nad kamerami, przytwierdzone do półek miksery brane były siłą, dosłownie wyrywane spiżarnianym meblom. Scena komediowa, po całym dniu wspominana ze łzami śmiechu w oczach.

Konkurencja przyniosła kolejną porcję emocji. Czas gotowania biegł jak szalony. Macie pół godziny, macie piętnaście minut… minutę? Całe szczęście udało mi się zważyć czyny na zamiary więc gorący suflet czekoladowy z waniliowym kremem trafił na talerz na moment przed donośnym ‘stop’ jury. Szybki ogląd dań z innych stanowisk, degustacja i werdykt...

Oczekiwanie na werdykt nie pozbawiło napięcia. Postawione przed nami zadanie wymagało przygotowania jednej porcji deseru. Stawiałem na podeście suflet nie będąc przekonanym czy jest smaczny i ma odpowiednią konsystencję po tym jak wszystkie składniki łączyłem kierując się bardziej nadzieją i wyczuciem niż rozumem, zwłaszcza że w trakcie konkurencji zmieniłem pomysł na danie. Szczęśliwie dla mnie test smaku wypadł pomyślnie. Niestety nie wszystkim udało się przekonać do siebie skład jurorski tym, co znalazło się na talerzach.

Ledwie powiedzieliśmy sobie ‘cześć, gratuluję finału’, a już przyszło się żegnać z Michałem i Moniką. Zawsze gdy z towarzystwa odchodzi osoba, z którą przyjemnie spędza się czas, która ma podobną pasję przynoszącą dużą satysfakcję, inne doświadczenia, którymi ze względu na charakter chętnie się dzieli - pozostaje niedosyt. Wiem jednak, że Monika i Michał nie raz jeszcze zauważą błysk zadowolenia i uciechy w oczach osób, którym serwować będą własne dania czego im bardzo życzę.

Dla mnie to największa zapłata za przyjemność przy garnkach i patelniach.

***
Suflety z przepisu rosną ponad kokilki. Suflet w programie też urósł tylko fotograf nie zdążył zrobić zdjęcia, gdy jeszcze był gorący i w pełnej krasie...

***
Ugotowałem dzisiaj 4 litry bulionu. Zapowiada się w kolejnym tygodniu kilka blotek z zupami. Jesień wybrała.

Przyjemności wiele!
Mich

piątek, 21 września 2012

Fasolka szparagowa z morelami

Dni pędzą w tempie zawrotnym, nie wiadomo kiedy przyszła jesień, pogoda barowa i chłodne wieczory. Jeszcze chwila i znów będą nowalijki, jak tak dalej pójdzie... Wcześniej zacznie się sezon na kulturę, stanie w kolejkach po wejściówki i rękawiczki, a w domu zagoszczą rozgrzewające zupy i koce, pod którymi najlepiej się czyta i ogląda filmy.

Na przekór pogodzie danie wyglądem wiosenne, podszyte jednak końcem lata. W sklepie zobaczyłem piękniepomarańczowe (lubię ten kolor) morele. Przyszedł mi pomysł na proste połączenie. Całkiem ładna i pyszna ta podszewka.



Fasolka szparagowa z morelami
Składniki na 2 porcje:
2 duże garście zielonej fasolki szparagowej
2 duże garście żółtej fasolki
garść suszonych, miękkich moreli
sok z 1 cytryny
oliwa z oliwek o wyrazistym smaku
sól

Pokroiłem morele, przełożyłem do małej miski i zalazłem sokiem z cytryny. Odstawiłem.
Nastawiłem gar wody na gaz. Fasolkę umyłem, obciąłem końce. Wrzątek dobrze osoliłem, wrzuciłem fasolkę. Gotowałem 3 minuty, po czym odcedziłem na durszlaku.
Do moreli dodałem kilka łyżek oliwy z oliwek, wymieszałem.

Na talerzu ułożyłem fasolkę, polałem przygotowaną cytryną z oliwą i morelami. Zjadłem od razu, parujące.

***

Wyjeżdżam jutro na tydzień załatwiać formalności i wyjaśniać mandat za brak ubezpieczenia w niderlandzkiej odmianie NFZ. Zapowiadają się spokojne dni i trochę więcej wolnego (najprawdopodobniej z internetu korzystał będę tylko z doskoku). Jeśli wszystko dobrze się ułoży a moja karta do biblioteki publicznej jeszcze działa wypożyczę stos książek kucharskich. Będę je wertował rozumiejąc (jak zwykle) co dziesiąte słowo, sugerując się obrazkami. Dla chcącego nic trudnego - słowniki i internet czasem przydają się do 'wyższych celów'.

***

Przed Wami, przynajmniej oglądającymi Wami, nowy odcinek programu MasterChef. Myślę, że będziecie mieć dużo przyjemności z obrazka, wyzwania były niemałe. Sam jestem ciekaw co znajdzie się na ekranie. Zdradzić mogę, że... było ciekawie [co za zdrada!].

Jestem w finale programu, co mnie bardzo cieszy. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że 'się' udało. To nie żadna kokieteria - na każdym etapie ścigałem się najbardziej ze sobą.

Macie ochotę poczytać o daniach, które przygotowałem w programie? Był to chips parmezanowy z łososiem, jajkiem i pomarańczowym sosem holenderskim KLIK, później smażone ravioli KLIK. Mogę podzielić się tym, co miałem w głowie wymyślając 'ten dań' za który otrzymałem 'fartucha'.

Nie miałem nic do stracenia idąc na precasting, z precastingu na casting, stamtąd do cebuli i jajka. Tym sposobem znalazłem się tutaj:


Dużo było momentów radości w całej zabawie. Cieszę się na przykład, że mam wszystkie palce po worku cebuli na czas, przed kamerami...

Bardzo chętnie poczytam o Waszych wrażeniach z najbliższego odcinka, ale i poprzednich - w komentarzach na Aromatycznym czy na facebooku. Tu: KLIK można 'mnie polubić' i komentować.
Facebook jest dla mnie mniej zobowiązujący, pewnie przez krótkie formy i szybszą wymianę myśli.

Przyjemności wiele!
-m-

wtorek, 5 czerwca 2012

Polędwiczki wieprzowe z warzywami z grilla


Obejrzałem wczoraj "Karmel", dzisiaj obejrzałem "Inside Job" /Szwindel: Anatomia krysysu/. Pierwszy film o relacjach międzyludzkich, drugi też. Bardzo różnych relacjach. Muszę przyznać, że zdecydowanie bliżej mi do garnków z karmelem w Bejrucie niż bańki finansowej w Nowym Jorku.

Przechodziłem wczoraj w deszczu obok małego sklepu, w którym właścicielka, na miejscu, tworzy patchworki. Stałem jak zaczarowany przed oknem przyglądając się haftom krzyżykowym w przygaszonym świetle, narzutom, gotowym poszewkom. Regały ustawione wzdłuż ścian obłożone były belami różnych materiałów, najczęściej w drobne wzorki. Nie wszedłem do środka. Właścicielka kręciła się po sklepo-pracowni, widziałem zza szyby.
Fascynuje mnie rzemiosło.



Polędwiczki wieprzowe z warzywami z grilla
Filetto di maiale con verdure alla griglia
Grilled pork tenderloin with vegetables

2 porcje
Składniki:
400 g polędwiczek wieprzowych

Marynata:
3 łyżki jasnego sosu sojowego
2 łyżki oleju
ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
łyżeczka startego na tarce korzenia imbiru
łyżeczka cukru

Duża czerwona cebula
Żółta i czerwona papryka
Mała cukinia
150 ml białego wina

Pół cytryny

Polędwiczki pokroiłem w dużą kostkę, zalałem marynatą, odstawiłem na 15 minut.
W tym czasie pokroiłem grubo warzywa.

Kawałki mięsa nakłułem na kijki do szaszłyków, smażyłem na suchej patelni grillowej do zarumieniania. Obracałem dwukrotnie. Gdy mięso było gotowe przełożyłem je na talerz.
Warzywa wrzuciłem na rozgrzaną po smażeniu mięsa patelnię, podlałem winem i szybko wymieszałem zbierając aromaty, które przywarły do dna patelni. Grillowałem krótko. Warzywa podałem obficie skropione sokiem z cytryny, obok szaszłyków, ze smażonymi w talarkach ziemniakami.

piątek, 1 czerwca 2012

Młoda kapusta


Gotuję zwykle jedną porcję, czasem dwie. Nie lubię przygotowywać dużych ilości jedzenia z kilku powodów. Przede wszystkim mam do dyspozycji niewiele miejsca na przechowywanie - mam malutką lodówkę, jestem w posiadaniu braku zamrażalnika. Nie przepadam za odgrzewaniem dań skoro w podobnym czasie mogę ugotować od nowa coś innego. Nie lubię w końcu jeść wiele razy jednego posiłku, a skoro staram się nie wyrzucać jedzenia dojadanie ostatków mam nieuniknione... zwyczajnie, i po wtóre, brakuje mi gotowania, gdy wszystko czeka 'tylko' na odgrzanie.
Zdarza mi się tym sposobem trzy razy dziennie myć patelnię i garnki. Dobrze, że nie mam żadnych problemów ze sprzątaniem po sobie. Kuchnia w innym wypadku mogłaby kojarzyć się raczej z salą tortur niż przyjemnościami.


Z kapustą było inaczej. Kapustę jadłem trzy ostatnie dni w porze obiadowo-kolacyjnej, nie znudziła mi się. Gdy przychodzi wiosna, widzę młodą kapustę, prężące się, bogate w soki, słodkie marchewki i pęczki koperku w zachęcającym, koperkowym odcieniu zieleni mam ochotę na wiosenną, młodą (w przeciwieństwie do mnie - nie oddam moich doświadczeń!) rozpustę.*


Młoda kapusta
Cavolo cotto
Cooked cabbage

4 porcje
Składniki:
mała główka młodej, białej kapusty (moja ważyła prawie 1,5 kg)
średnia szalotka
2 łyżki oliwy
łyżka masła
średnia marchew
pół strąka słodkiej papryki
duża szczypta soli
szczypta grubo mielonego czarnego pieprzu
2 dojrzałe obrane pomidory/pół puszki pomidorów (użyłem pomidorów z puszki)
pół cytryny
pół pęczka koperku

Kapustę przekroiłem na pół, wyciąłem twardy głąb. Poszatkowałem. Lubię szatkować na większe kawałki, kapusta pokrojona drobno szybciej się jednak gotuje.
Na oliwie i maśle, na małym ogniu, podsmażyłem drobno pokrojoną szalotkę. Partiami dodawałem do garnka kapustę, od czasu do czasu całość mieszając. Obraną marchew starłem na tarce jarzynowej, dodałem do kapusty, podobnie z drobno pokrojoną słodką papryką. Posoliłem, dodałem pieprz.
Po ok. 15-20 minutach dodałem pół puszki pomidorów i sok z połowy cytryny. Gotowałem jeszcze kilkanaście minut do miękkości kapusty. Jeśli kapusta puści za mało soku można dodać pół szklanki wody.
Na koniec dorzuciłem poszatkowany koperek, dokładnie wymieszałem.
Podałem gorącą kapustę z pieczywem.

Z okazji dnia dziecka dostałem dzisiaj od mamy sms: (...) jesteś już duży (i to jaki duży) ale z okazji dnia dzieciuchów życzę Ci dużo, dużo uśmiechu i wiele radości. Baloników na druciku!
Odpisałem: Jestem tak duży, że z balonikami na druciku to sobie mogę... iść co najwyżej na paradę.
Od taty dostałem malutki zestaw kredek do szkicowania w metalowym pudełku, który upatrzyłem w ulubionym sklepie w Tilburgu. Kretki/Sztabki w kolorach: smoła, szaro-niebieskie niebo, chmury/białe kamienice Amsterdamu, brudny mur, świeża cegła nowobogackich, wypalona glina.

wtorek, 29 maja 2012

Spaghetti al limone


Kiedy przychodzi ochota na pastę niewiele potrzeba, by zaspokoić oczekiwania podniebienia.

Przeglądałem dzisiaj blogi kulinarne, których nie znałem. Przenosiłem się drobnym ruchem ręki i skurczami skomplikowanej struktury mięśni, gdy z mózgu płynął sygnał do kliknięca, do kilku obcych kuchni. W Polsce, na świecie... Nie mogę nadziwić się jak wszystko jest inne, od kiedy byłem dzieckiem. To nie sentymenty ani wzdychanie nad rzeczywistością, której nie ma i nigdy nie było. Jestem w ciągłym oniemieniu, nieustannie się dziwię.
Prawie dwadzieścia lat temu kasety magnetofonowe służyły sąsiadom/tkom do wgrywania gier typu 'kulki' do szarej klawiatury dumniej nazwanej Atari. Nie miałem komputera do czasu osiągnięcia prawnie uregulowanego progu dorosłości. Fascynowały mnie jednak zawsze nowinki techniczne. Jako nastolatek kupowałem z odkładanego kieszonkowego prasę im poświęconą. W jednym z numerów prezentowany był na okładce aparat cyfrowy na dyskietki. Ile zdjęć można było zapisać na 3,5 calowej dyskietce? Pewnie kilka, marnej jakości. Moich ówczesnych podziwów nad sprzętem nie było końca. Pamiętam dobry żart z późnego dzieciństwa - 'zgraj internet na dyskietkę!'. Nie pamiętam za to, w jaki sposób w domu znalazła się pierwsza standardowa klawiatura komputerowa. Może ktoś wyrzucał, wyrzucała i dostałem? Wpisywałem swoje imię i nazwisko udając, że piszę bezwzrokowo.

Dziś dyskietek nie ma w powszechnym użyciu, Kodak zbankrutował, dzieci nie widzą połączenia między kasetą magnetofonową a ołówkiem, widzą między ekranem w ścianie a pieniędzmi. Nie korzystam z kaset, magnetofonów szpulowych, gramofonów. Dzisiaj piszę bezwzrokowo, używam z telefonu, który mieści w połączeniu z siecią wiedzę i doświadczenia milijonów. Gotuję makaron, fotografuję na brudnym tarasie graniczącym z kuchnią a Bliski Mi Michał, Sławka i Paulina w Krakowie, Ania i Małgosia na Pomorzu, Żaba w Szwajcarii, Ewelina, Kasia, Marcin w Warszawie i wiele, wiele, wiele innych osób, które znam i nie, z najdalszych zakątków spojrzy na to, co przygotowałem. Zawiesi oko na dostosowanych do czasów 'kulkach', dzisiaj nitkach.

Szansę dostałem, korzystam z rozdania. Szanse są różne. Karty, którymi gramy, przyjmujemy, często są nieporównywalne. Tak bardzo zajęci jesteśmy grą, skupieni, że w ogóle się nad tym nie zastanawiamy. Słusznie. Zatrzymuję się jednak często przed przed czerwonym światłem lub odjeżdżającym autobusem... bo mi się życiowo nie spieszy.
Leżałem przedwczoraj i wczoraj na ziemi na ogrodzonym skrawku placu zabaw-parku przy domu ciesząc się słoneczną pogodą. Lubię chodzić boso po trawie.


Spaghetti al limone
1 porcja
Składniki:
120-150 g spaghetti (świetnie sprawdzi się jajeczne)
1,5 łyżki oliwy z oliwek dobrej jakości, extra virgine
łyżka parmezanu
pół cytryny
łyżka białego wina
kilka czarnych oliwek
świeżo, grubo mielony czarny pieprz

Makaron ugotowałem w dobrze osolonym wrzątku al dente.
W czasie, gdy makaron się gotował do głębokiego talerza wlałem oliwę, dodałem parmezan, delikatnie startą skórkę z połowy wyszorowanej cytryny (najlepiej niewoskowanej), wkropiłem trochę cytrynowego soku, dodałem wino, pokrojone czarne oliwki (użyłem drylowanych ze słoiczka).

Odsączoną z wody na durszlaku pastę przełożyłem na talerz, dobrze wymieszałem dwoma widelcami z przygotowanym połączeniem pozostałych składników.
Posypałem gotowe danie odrobiną parmezanu i dobrze doprawiłem grubo mielonym pieprzem.
Do talerza świetnie pasuje schłodzone białe lub różowe wino.

środa, 23 maja 2012

Tagliolini ze szpinakiem i czarnymi oliwkami


Dziś wzywają mnie teorie socjologiczne więc wpadam na blog na jeden moment. Sądna godzina sprawdzianu wiedzy blisko. Dzisiejszy rozsądny obiad w załączeniu.


Pasta ze szpinakiem i czarnymi oliwkami
Pasta con spinaci e olive nere
Pasta with spinach and black olives

1 porcja
Składniki:
150-200 g świeżej pasty (u mnie tagliolini w dwóch kolorach - zielone, ze szpinakiem)
2 łyżki oliwy
ząbek czosnku
wielka garść szpinaku
garstka czarnych oliwek ze słoiczka
2 łyżki śmietanki
czarny pieprz, sól
łyżka parmezanu

Na osolony wrzątek wrzuciłem pastę - gotowałem 4 minuty.
Na patelni podsmażyłem chwilę drobno pokrojony czosnek, dodałem szpinak. Lekko mieszałem podgrzewając całość. Kiedy szpinak stracił na objętości dolałem śmietankę, dorzuciłem pokrojone czarne oliwki, dodałem pieprz. Zagotowałem.
Na patelnię przełożyłem osączony na sicie, ugotowany makaron. Wymieszałem sosem, przełożyłem na talerz. Gotowe danie posypałem tartym parmezanem.

poniedziałek, 21 maja 2012

Pappardelle z pomidorkami i rukolą


Nie wiem w co ręce włożyć. Od 6.30 jestem na szybkich obrotach a wciąż pojawiają się kolejne dziwne historie, którymi natychmiast trzeba się zająć. Jeszcze raz usłyszę, że jako 'bezrobotny (wypraszam sobie, robotny jestem nadto!) nie mam co robić', zrobię się zły nie na żarty. Ktoś traci mieszkanie, kto inny potrzebuje na już-teraz dokumentów i zaświadczeń, kolejna pracy zaliczeniowej...

Wróciłem do domu głodny. Czasem miałbym ochotę dostać pod nos przygotowany przez kogo innego/którą inną obiad. Póki co gotuję dla siebie i sobie serwuję. Jeszcze chwila i wszystko się zmieni. Hmm...wiem komu będę gotował i kto ugotuje mi, nie wiemy jednak jeszcze gdzie, ot mały szczegół.
Do rzeczy!
Zamknąłem za drzwiami biurko dokładnie obłożone papierami, telefonami, drukarką, zdjęciami, czym tylko i poszedłem do kuchni zrobić do jedzenia coś z niczego. Warte polecenia COŚ!


Pappardelle z pomidorkami wiśniowymi i rukolą
Pasta con pomodorini freschi e rucola
Pasta with cherry tomatoes and arugula

1 porcja
Składniki:
150-200 g świeżej pasty- u mnie pappardelle
2 łyżki oliwy z oliwek + łyżka do skropienia gotowego dania
mały ząbek czosnku
5 pomidorków wiśniowych
duża garść rukoli (rokietty siewnej)
łyżeczka kaparów

Na osolony wrzątek wrzuciłem pastę - gotowałem pappardelle 4 minuty.

W oczekiwaniu na zagotowanie wody i gotową pastę, na oliwie, na małym ogniu podsmażyłem przez chwilę pokrojony drobno ząbek czosnku, dodałem przekrojone na pół pomidorki wiśniowe. Delikatnie lawirując patelnią obracałem pomidorki i mieszałem sok, który puszczały z oliwą. Po kilku minutach (ok 4) dodałem rukolę, kapary (kapary ze słoiczka należy lekko osuszyć, te konserwowane w soli natomiast przepłukać).
Podgrzałem całość mieszając delikatnie. Odcedzone na durszlaku pappardelle przerzuciłem na patelnię, delikatnie wymieszałem całość, przełożyłem na talerz.
Skropiłem delikatnie oliwą.

Smacznego!

piątek, 18 maja 2012

Risotto z białymi szparagami i groszkiem


Pozostanę w dzisiejszym wpisie w temacie okołonocnym. Fatalnie dzisiaj spałem. Miałem koszmary, budziłem się co chwilę, nad ranem miałem problemy z ponownym zaśnięciem. Mało przyjemne doświadczenie. O tyle to sytuacja dziwna, że zwykle wieczorem układam się w pozycji horyzontalnej i po dwóch minutach smacznie śpię do samego rana. Szkoda być może więc, że nigdy specjalnie nie ceniłem snu. Śpię bo muszę (pastisz - palę bo lubię). Czasem zdarza mi się, że podchwycę fabułę nocnej opowieści, którą wyświetla mi głowa porządkując myśli. Od czasu do czasu zdarza mi się też zapamiętać szczegóły projekcji, zwłaszcza, kiedy sen był 'namacalny'. Z dużą przyjemnością oddaje się później analizowaniu poszczególnych wątków, faktów, obecnych osób. Skąd wzięła się w moim śnie dziewczyna, którą poznałem w dzieciństwie i widziałem raz w życiu? Jak jest możliwe, że byłem na ślubie babci? BABCI?!
Bawi mnie doszukiwanie się umocowanych w rzeczywistości doświadczeń, które wracają nocami nieustematyzowane, kierujące się własną pokraczną logiką.

W kolejnym tygodniu czeka mnie spory egzamin. Do oddania mam też mały papier i dwa papierki-koncepty prac, które przygotować muszę do połowy czerwca, by zaliczyć semestr. Ciągle nie wiem co z wakacjami - gdzie będę, co będę robił, jak na to wszystko zarobię? Próg wytrzymałości na bałagan wokół mam dość duży, chociaż paraliżuje mnie niezaplanowana, totalnie nieznana przyszłość. Skupić się w takich sytuacjach nie mogą na teraźniejszości co tylko pogłębia paraliż. "Bird by bird" powtarzam sobie i relatywizuję. W relatywizacji mocny ze mnie zawodnik. Powtarzalne schematy na długą metę się nie sprawdzają, istnieje więc ciągła potrzeba nowych tematów, łamanych zasad i krzywych zwierciadeł, by na chwilę przenieść się w inną rzeczywistość, pozwolić sobie odpocząć od zastanej.

Nie brakuje powtarzanych motywów: Niesamowite z jak zawrotną prędkością kręcę się wokół ziemskiej osi. Tak, TERAZ! Ile jest aktualnie osób na orbicie? Podejrzewam niestety, że nawet gdyby astronauci/-tki byliby/byłyby teraz głodni/-e nie mają możliwości spróbowania risotto ze szparagami i groszkiem. Niektórzy/-e to mają naprawdę źle.


Risotto z białymi szparagami i groszkiem
Risotto agli asparagi bianchi e piselli
Risotto with asparagus and green peas

Składniki na 2 porcje:
łyżka oliwy
2 łyżki masła
mała (trochę większa niż orzech włoski) szalotka lub inna cebulka
200 g ryżu do risotto (użyłem arborio)
150 ml białego wina
6 grubych białych szparagów
duża garść zielonego groszku
500 ml lekkiego bulionu warzywnego
mała garstka tartego parmezanu
sól
pół łyżeczki cukru
sok z ósemki cytryny

Umyłem warzywa. Obieraczką obrałem szparagi na długości ok 2/3 od końca każdego pędu. Trzymając szparag oburącz przesuwałem kciuk od końca po każdym pędzie, by odłamać zdrętwiałe końce (ok 2 cm). Można też szparagom końce po prostu odciąć. Odkroiłem główki (ok 3 cm).

Przegotowałem bulion - zostawiłem garnek na bardzo małym gazie, by wywar był ciągle gorący.
Nastawiłem ok. 400 ml wody w garnku do zagotowania (tyle, by przykryła przygotowane szparagi).

Szalotkę drobno pokroiłem w piórka. Podsmażyłem na wolnym ogniu na patelni na łyżce oliwy i łyżce masła. Cebulka powinna się zeszklić, nie dopuszczamy, by zbrązowiała. Na patelnię wysypałem suchy ryż i podgrzałem go z cebulą do czasu, gdy ziarna stały się przejrzyste (ok 2 minuty), ciągle mieszając. Do ryżu wlałem białe wino, zaczekałem, by wyparowało pozostawiając swój delikatny ślad w potrawie. Kolejno wlewałem na patelnię przygotowany bulion warzywny po chochli, czekając z kolejną, by poprzednia wchłonęła się/wyparowała.

Wrzątek w garnku ocukrzyłem, dodałem szczyptę soli, sok z cytryny. Wrzuciłem na gotującą się wodę dolną część szparagów. Gotowałem ok 4 minuty, po czym dorzuciłem główki warzyw i gotowałem kolejne 2-3. Wyłowiłem pędy. Wodę po gotowaniu dolałem do bulionu.

Po około dziesięciu minutach do ryżu dodałem groszek, by dać mu kilka minut na ugotowanie. Gdy ryż był miękki (każde ziarno ryżu powinno w środkowej części stawiać lekki opór zębom) dodałem przygotowane szparagi, garstkę parmezanu, łyżkę masła. Wymieszałem wszystko delikatnie, odstawiłem pod przykryciem na 2 minuty.
Porcję risotto na talerzu posypałem odrobiną pozostałego, startego parmezanu.

wtorek, 15 maja 2012

Grillowane zielone szparagi w wiosennej ramie


Można odnieść wrażenie, że na moim talerzu ze zdjęcia 'za dużo się dzieje'. Nic bardziej mylnego, spieszę z wyjaśnieniami:
Na zdjęciu poniżej znajduje się moja wczorajsza kolacja, którą uznałem za celebrację wiosny. Pogoda była ładna, słonecznie, na talerzu zielono, a ja - głodny. Przyjemnie patrzeć na mały, wkomponowany w kadr talerzyk - zgadzam się. Głód jednak nie sprzyja robieniu zakupów i zdjęć, absolutnie.

Szybki wniosek wyprowadzony nielogicznie z dziwnych przesłanek:
często dużo dobrego robi tylko w-s-p-a-n-i-a-l-e!

Miałem ochotę na grillowane szparagi w wiosennej ramie. Temat potraktowałem w sposób prosty, by nie 'zabrudzić' czystych, świeżych smaków.



Wiosenna sałatka z grillowanymi zielonymi szparagami
Spring salad con asparagi verdi alla griglia
Spring salad with grilled green asparagus

1 duża porcja
Składniki:
6 zielonych szparagów
duża garść zielonego groszku
garść młodej botwinki
garść poszarpanej czerwonej karbowanej sałaty
pół garści rukoli
2 kawałki awokado
pół cytryny
pół łyżeczki cukru
szczypta soli

Do wrzątku, do obgotowania szparagów dodałem:
dużą szczyptę cukru
sok z ćwiartki cytryny
łyżkę oliwy z oliwek
szczyptę soli

Groszek wrzuciłem na osolony wrzątek, gotowałem 4 minuty. Odcedziłem na durszlaku.
Szparagom odłamałem zdrętwiałe końce - delikatnie naciskałem kciukiem na koniec szparaga - przesuwałem kciuk w stronę główki... do czasu przełamania pędu (moje łamały się ok. 2 cm od końcowej części). Wrzuciłem szparagi w całości na ocukrzony, osolony wrzątek (tylko tyle wody, by je przykryła) z dodatkiem soku z cytryny i soli. Najkorzystniej byłoby obgotować szparagi w garnku przeznaczonym dla nich, nie posiadam. Szparagi obgotowałem przez chwilę - 4 minuty!, odcedziłem, pozwoliłem im lekko przestygnąć. Dodatek oliwy do wrzątku, w którym były gotowane pozwolił na późniejsze szybkie zgrillowanie warzyw na patelni grillowej ponieważ dalej otulone były delikatnym, oleistym filtrem. Grillowałem szparagi obracając je minuty-dwóch.
W małym naczyniu rozpuściłem w odrobinie soku z cytryny szczyptę cukru i soli, dodałem oliwę, rozmieszałem.

Na talerzu ułożyłem botwinkę wymieszaną z czerwoną sałatą i rukolą, posypałem przygotowanym groszkiem. Na stos na talerzu powędrowały kawałki awokado, na nie i obok - gorące szparagi prosto z patelni. Polałem całość przygotowaną zalewą, podałem z kawałkami cytryny.


Niebo w gębie!
PS Do sałatki świetnie pasowałby wędzony łosoś.

niedziela, 13 maja 2012

Risotto z bakłażanem i czerwoną papryką


Zastanawiam się ostatnio nad pasją - znaczeniem, wpływem i odbiorem. Fascynuje mnie charakterystyczny błysk w oku i rozmarzony wzrok osoby, która przenosi się w bardzo intymny, wewnętrzny świat, gdy opowiada na przykład o jedzeniu lub innych przyjemnościach, którym oddaje się z zamiłowaniem. Z pasją właśnie. Niesamowite jak osoba taka nagle, ni stąd ni zowąd... piękniejeJak blisko pasji do 'ukrytego' fetyszyzmu? Marzenia mają magiczną moc przyciągania albo przeciwnie - z łatwością wyobrażam sobie, że rozmarzony/-a spotyka się z podejrzeniem albo diagnozą obłędu. Potrzeby wykraczania poza codzienność interpretacji potrzeba.


Kiedy myślę o konsystencji risotto - rozmarzam się. Ciężki przypadek, taka karma.


Risotto z bakłażanem i czerwoną papryką
Risotto alle melanzane e peperone rosso
Risotto with aubergine and red pepper

2 porcje
Składniki:
mały bakłażan
średnia czerwona papryka
kilka łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki masła
250 g ryżu do risotto (użyłem Arborio)
3/4 l bulionu warzywnego
sól, biały pieprz
mała garstka tartego parmezanu

Zagotowałem bulion i zmniejszyłem do minimum płomień pod garnkiem z wywarem. Pokroiłem umytego bakłażana i paprykę na kostki o boku ok. centymetra. Na dużej patelni rozgrzałem 2-3 łyżki oliwy z łyżką masła, warzywa przez około 3 minuty podsmażałem (bakłażan wchłonął jak gąbka prawie cały tłuszcz ale delikatnie obracałem łopatką kostki warzyw dalej). Wsypałem suchy ryż na patelnię z warzywami, rozgrzewałem przez kolejne około dwie minuty aż ziarenka stały się przejrzyste. Na patelnię wlałem pierwszą chochlę bulionu. Dokładnie rozprowadziłem wywar warzywny i mieszając dość często dolewałem bulion, kiedy wyparowywał poprzednio dolany (wywar powinien być ciągle gorący by nie zatrzymywać gotowania ryżu). Po kilkunastu minutach sprawdziłem, czy ryż jest ugotowany - ziarna powinny być miękkie zachowując jednocześnie twardawą grudkę w środku. Lubię jasny, prosty smak risotto - doprawiłem całość jedynie solą i białym pieprzem.
Wyłączyłem gaz pod patelnią. W ryż wmieszałem łyżkę masła i małą garstkę tartego parmezanu. Przykryłem patelnię pokrywką, odstawiłem na 2 minuty, po czym oddałem się rozkoszom jedzenia [peccati di gola].

sobota, 12 maja 2012

Białe szparagi z kremową jajecznicą i parmezanem


Sezon na ciężkie kwiecie rododendronów i szparagi rozpoczęty. Co chwilę na mieście mijam różowe wyspy zwracające na siebie uwagę, co rusz leżakują w sklepach i na straganach białe i zielone pędy szparagówWiosna! Choć jeszcze chłodno, bo w odróżnieniu od fali tropików, która przewinęła się przez Polskę, w Holandii naprawdę ciepło jeszcze nie było.

Dzisiaj promienie słoneczne przyjemnie przymykające powieki zaglądają do pokoju przez okno.
Czas na sobotnie bazarowe zakupy. Truskawki mam nadzieję już na mnie czekają.



Białe szparagi z kremową jajecznicą i parmezanem
Asparagi bianchi con cremose uova strapazzate e Parmigiano Reggiano
White asparagus with creamy scrambled eggs and Parmigiano Reggiano


1 porcja
Składniki:
pół pęczka białych szparagów
czubata łyżeczka brązowego cukru
łyżeczka soli
sok z połowy małej cytryny
kilka kropli oliwy z oliwek

2 duże jajka
łyżeczka masła
niepełna łyżka śmietanki
sól

starty parmezan do posypania

Odciąłem szparagom zdrętwiałe końce (około 1,5 centymetra). Obieraczką do warzyw obrałem pędy na ok. 2/3 długości. Odciąłem główki (ok. 4 cm).
Zagotowałem wodę - tyle tylko, żeby przykryła przygotowane szparagi. Ocukrzyłem wodę, osoliłem, dodałem sok z cytryny i kilka kropel oliwy. Na wrzątek wrzuciłem najpierw środkową część pędów, gotowałem około 6 minut, dorzuciłem górną część i gotowałem kolejnych kilka. Szparagi mają różną grubość - za każdym razem, kiedy je gotuję sprawdzam czy są gotowe próbując kawałek wyjęty z garnka.

Na patelni rozgrzałem masło, wbiłem jajka. Posoliłem. Pozwoliłem białkom dobrze się ściąć uważając, by nie zaczęły się rumienić od spodu. Rozerwałem jajka na większe kawałki, wymieszałem w rozlewającym się żółtku. Kiedy jajecznica prawie całkowicie ścięła się dodałem śmietankę. Lekko wymieszałem i podgrzałem przez pół minuty.

Na talerzu ułożyłem odcedzone szparagi, na nich jajecznicę. Całość posypałem parmezanem.
Smacznego

piątek, 11 maja 2012

Grillowane bakłażany z kaszą jęczmienną



Grillowane bakłażany z kaszą jęczmienną 
Melanzane alla griglia con cereali orzo
Grilled aubergine with barley cereal
2 porcje


Składniki:
1 średni bakłażan
2 łyżki oleju słonecznikowego
ząbek czosnku

150 g kaszy jęczmiennej
sól
mała garść suszonych śliwek
2 łyżki oliwy z oliwek
łyżka soku z cytryny
kilka listków mięty
kilka listków naci pietruszki

Kaszę jęczmienną gotowałem w osolonej wodzie zgodnie z instrukcją z opakowania.
Rozgrzałem dobrze patelnię grillową na średnim ogniu. Umyty bakłażan pokroiłem w poprzek na plastry o szerokości ok. pół centymetra. Każdy plaster posmarowałem z obu stron olejem roślinnym o neutralnym smaku (oliwa nie nadaje się - szybko zaczęłaby się palić) i ułożyłem plastry na gorącej patelni. Przewracałem łopatką raz czy dwa każdą część warzywa. Grillowałem dopóki plastry stały się miękkie i elastyczne, odcisnęły się na nich charakterystyczne ślady od patelni.
Kiedy bakłażan był już gotowy, w rogu patelni grillowej, gdzie temperatura jest niższa niż w środkowej części, przez chwilę, podsmażyłem na kilku kroplach oleju pokrojony drobno ząbek czosnku.

Do gorącej odcedzonej z wody kaszy dodałem pokrojone suszone śliwki, oliwę z oliwek, wycisnąłem sok z cytryny. Na koniec wmieszałem poszatkowaną nać pietruszki i miętę.
Usmażony czosnek ułożyłem na skropionym oliwą bakłażanie, alternatywą jest dodanie czosnku bezpośrednio do kaszy.

czwartek, 6 października 2011

Zupa-krem selerowo-fenkułowa/-y

Wiele się u mnie zmieniło, od kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. Niewiele w sferze blogowej - wirtualna nieobecność. Przeprowadziłem się, nabrałem ogłady (przynajmniej chcę w to wierzyć), zajmuję się tym, czym się interesuję, czytam, uczę się, oglądam, myślę, gotuję. Nie po drodze mi tylko do aparatu od pewnego włoskiego, słonecznego dnia poprzedniego roku. Straciłem zainteresowanie fotografią (robieniem zdjęć, nie oglądaniem) i blogosferą. Może to splot okoliczności, może jednak znów zaczyna mi się chcieć.

Nadeszła jesień, będzie jesiennie. A to feler!


Zupa-krem selerowo-fenkułowa/-y
składniki na 4 porcje:
1 naprawdę duży seler
pół fenkułu
duży ząbek czosnku
łyżka masła
łyżka oliwy
ok. 600 ml bulionu
ser pleśniowy (lazur, rokpol lub inny z pleśnią)
sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Seler dokładnie obrałem obieraczką do jarzyn. Pokroiłem w grubą kostkę (bok ok 2cm chociaż bliżej było kawałkom do prostopadłościanów niż sześcianów), fenkuł pokroiłem w plasterki.
Na małym ogniu rozgrzałem masło i oliwę, wszystkie warzywa podsmażałem ok 10min., od czasu do czasu mieszając. Zalałem całość wrzącym bulionem tak, by przykrył warzywa w rondlu. Gotowałem, aż seler zmięknie. Blenderem rozdrobniłem zupę do konsystencji kremu.
Na koniec doprawiłem i wmieszałem pokruszony ser pleśniowy.
Buon appetito!


wtorek, 21 czerwca 2011

Sushi time

Lubię sushi. Brzmi banalnie ale prawdziwie. Od mojej pierwszej wizyty w sushi barze minęło wiele lat. Po raz pierwszy miałem do czynienia z towarem "z górnej półki" w drogiej warszawskiej restauracji, z całym ceremoniałem przygotowań do spożycia posiłku. Od tego czasu zdarzało mi się jeść sushi w wielu miejscach, w tym przygotowywane w domu wspólnymi siłami ze znajomymi. Nie ma nic przyjemniejszego niż przerażenie amatorów na konieczność poradzenia sobie z kawałkiem maty bambusowej i japońską tradycją. Z drugiej strony zabija się mylne wyobrażenie, że sushi jest zbyt trudne w przygotowaniu, by robić je w domowych warunkach. Gdy otrzymałem od Blue Dragon zestaw produktów do sushi do przetestowania zaprosiłem do wspólnej zabawy dwóch przyjaciół. Zabawa była przednia, a i kolacja okazała się świetna. Menu? Zupa miso, po niej sushi.
Jeśli szukanie alternatywy dla domowego posiłku ze znajomymi lub po prostu nie macie czasu na przygotowanie dań wcześniej, a wspólne "gotowanie" nie stanowi problemu - sushi party jest świetnym pomysłem.

Ryż do sushi
1,5 szkl. ryżu do sushi (375g)
zaprawa:
9 łyżek octu ryżowego
5-7 płaskich łyżek cukru
2 płaskie łyżeczki soli

Przygotowanie
Wypłukałem ryż w wodzie, wodę odlałem. Delikatnie przemieszałem ryż.
Ponownie wypłukałem ryż, odlałem wodę i jeszcze raz przemieszałem.
Przepłukałem ryż jeszcze dwa razy ale już bez mieszania.
Zalałem ryż wodą i pozostawiłem na 25 minut.

Gotowanie (w garnku lub rondlu z pokrywą, o grubym dnie i o średnicy nie większej, niż średnica palnika).
Odcedziłem namoczony ryż przez sito, wsypałem do garnka. Dolałem wodę (1,5 szklanki, tyle ile było suchego ryżu) i przykryłem pokrywką. Wstawiłem garnek na nagrzany palnik do chwili zagotowania.
Zamieszałem ryż, ponownie przykryłem pokrywką i przestawiłem na drugi palnik, ustawiony na minimalne grzanie.
Podgrzewałem przez 15 minut bez podnoszenia pokrywy, aby nie odparowywać wody. Zdjąłem następnie garnek z palnika i nie odkrywałem go przez kolejnych 15 minut, po czym dodałem przygotowaną zaprawę do ryżu i wymieszałem.



Sushi maki
porcja dla 5-6 osób jako przystawka, 2-3 jako danie główne
Ryż (przygotowany wg. przepisu powyżej)
6 listków nori - suszonych alg morskich
ogórek
awokado
pasta wasabi
ryby (polędwica tuńczyka, wędzony łosoś, surimi - paluszki krabowe)
marynowany imbir
sos sojowy

Letni ryż ułożyłem na 2/3 powierzchni listka alg morskich (nori kładzie się na macie bambusowej błyszczącą stroną do dołu, perforacja w nori Blue Dragon wskazuje kierunek ułożenie sprasowanych alg na macie). Jeśli ryż będzie się bardzo kleił pomóc sobie można nawilżając ręce wodą. Na środku ryżu posmarowałem wzdłuż cienką warstwę wasabi, na niej ułożyłem pokrojony w cienkie paski ogórek (średnica ok. 5 mm), paski awokado, rybę. Przy pomocy maty bambusowej zwinąłem całość w rulon, pokroiłem wzdłuż perforacji (ok 2 cm).
Sushi zjada się "na jeden kęs". Na mały talerzyk nalewam sos sojowy. Odrobinę wasabi nakładam na gotowe sushi maki, po czym krążek moczę moment w sosie sojowym. Po zjedzeniu każdego kawałka oczyszczam własne kubki smakowe plasterkiem marynowanego imbiru.

Sushi nigiri
Ryż (jak wyżej)
filety z ryby (użyłem polędwicy z tuńczyka i wędzonego łososia)
wasabi
sos sojowy

Rybę pokroiłem na kawałki o wymiarach ok 5 cm x 2,5 cm (dużo zależy od filetu, z którym mamy do czynienia). W zagłębieniu jednej dłoni przygotowuję wilgotnymi palcami podłużny bloczek ryżu o opływowych kształtach. Smaruję go bardzo cienko odrobiną wasabi, układam plasterek ryby.


Zupa miso
Składniki dla 3 osób:
600 ml wody
3 saszetki instant zupy miso Blue Dragon
1 mała pierś kurczaka
1 marchew
tofu (1/2 małej kostki)
dymka + szczypiorek

Pierś z kurczaka pokroiłem w paski i ugotowałem osobno w osolonej wodzie (ok. 5 minut). Wodę na zupę doprowadziłem do wrzenia. Zdjąłem naczynie z ognia, dodałem 3 saszetki zupy miso instant Blue Dragon, bardzo drobne paski marchewki, dymkę, tofu pokrojonego w paski, przygotowaną pierś kurczaka. Dodałem także kilka kropel sosu sojowego. Zupę odstawiłem na 10 minut, pod przykryciem, by smaki miały czas na połączenie. Gotową porcję na talerzu wzbogacałem o porcję pokrojonego szczypiorku.

środa, 4 sierpnia 2010

Pasta tricolore

Gdy widzę cyfrę pięć w liczbie tygodni, które upłynęły od ostatniego postu włosy stają mi dęba. Kiedy ten czas mija? Niepojęte. Mozolnie ale z sukcesem wziąłem się w bieżącym tygodniu za nadrabianie zaległości. Intensywność życia studenckiego nie pozwala mi wprawdzie kontynuować (póki co) wątku włoskiej wycieczki ale z pewnością do niego wrócę. O zajęciach piszę oczywiście i pracach domowych, żeby nie było.

Od kiedy zacząłem uczęszczać na lekcje związane z kulturą włoską, przepadłem bez reszty. Od czasu zaś, kiedy zmieniłem mieszkanie na bardziej komfortowe, z dala od centrum i opryskliwej właścicielki, z dobrze wyposażoną kuchnią - rosnę w oczach (o zgrozo!). Dwa razy dziennie gotuję zgodnie z włoskim prikazem. Przerobiłem pół książki J. Oliviera, ćwierć przepisów z książki Małgorzaty Caprari plus wyszukuję nowe w prasie lub podpytuję tubylców i tubylczynie o ulubione potrawy. Odpuściłem sobie fotografowanie w lipcu ale co się odwlecze to nie uciecze. Sprawdzone, dobre przepisy na stałe wchodzą do repertuaru. Nie ma pośpiechu z publikacją.
Słów kilka Wróbla Ćwirka plus przepis:


Pasta tricolore
porcja dla 2 osób

2 łyżki oliwy z oliwek extra vergine
1 cebula
150 g ricotty z mleka krowiego lub innego delikatnego serka
40 g pomidorków cherry
garść rukoli lub bazylii
2 łyżki kaparów w soli
sól, pieprz
250 g pasty (wykorzystałem tradycyjną toskańską z dodatkiem pomidorów, stąd czerwony kolor na fotografii)

Ugotowałem pastę w osolonej wodzie. W tym czasie przygotowałem salsę: podsmażyłem pokrojoną drobno cebulę na oliwie, dodałem opłukane z soli kapary, pokrojone w połówki pomidorki i smażyłem całość 5-7 minut. Odsączoną pastę przerzuciłem na patelnię. Dodałem ricottę i garść rukoli. Dobrze wymieszałem. Doprawiłem na talerzu pieprzem i solą. Za sprawą serka danie jest słodkawe, przyjemnie jednak rozpływa się w ustach Drogi Pamiętniczku.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Bucatini z małżami i cukinią w biegu

Czuję, że jeszcze chwila i moje wakacje od aromatycznego zamienią się w wieczną rozłąkę. Zdjęcia z ostatniego postu są przytłaczające... postanowiłem zadziałać ad hoc i wprowadzić trochę koloru plus przepis. Bucatini to mój ulubiony "długi" makaron. Podobny do spaghetti, każda bierka jednak z dziurką.


Bucatini z małżami i cukinią
składniki na 3-4 porcje

opakowanie makaronu bucatini
2 małe cukinie
małże (200 g, mogą być mrożone)
duży ząbek czosnku
peperoncino do smaku
sok z cytryny
łyżka oleju o neutralnym smaku (może być słonecznikowy)
2-3 łyżki łagodnej oliwy z oliwek

W dużej ilości osolonej wody gotowałem makaron. W tym czasie: małże po rozmrożeniu skropiłem obficie sokiem z cytryny, odstawiłem. Na łyżce oleju lekko podsmażyłem pokrojony ząbek czosnku, dodałem pokrojoną cukinię. Po chwili przełożyłem zawartość patelni do talerza. W rozgrzanym naczyniu usmażyłem małże, wymieszałem z przygotowaną wcześniej cukinią i ugotowanym al dente makaronem. Doprawiłem suszonym peperoncino i oliwą z oliwek o łagodnym aromacie.
Gotowe. Szybkie i pyszne. Do pasty z owocami morza NIE dodaje się tartego sera.


W ostatni weekend byłem w stolicy Toskanii, kolejny przystanek naszej włoskiej wycieczki będzie o tym regionie. W piątek wyjeżdżam odwiedzić Rzym (Hopper czeka tylko do niedzieli!) i Abruzję. Ciągle jestem zabiegany i nie mam wiele czasu na zgłębianie kulinarnej wiedzy. Kosztuję, próbuję i smakuję - co się odwlecze to nie uciecze. Stęsknionych mej skromnej osoby zapraszam na kosztmiernoty.wordpress.com [nieaktualne - red.]. Chętnie przyjmuję komentarze bo gadułą jestem wciąż i niezmiennie a blog prowadzę z większą regularnością.


Serdeczności wiele!

poniedziałek, 17 maja 2010

Prima comunione di Simone



na zdjęciach: zastawa, antipasti: (zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara) salami neapolitańskie, salceson, salami pikantne, mortadela, salami mediolańskie, surowe prosciutto, speck, domowa pasta z prawdziwkami, pasta ze śmietaną i kiełbaskami (salsicie), wołowina i jagnięcina, zestaw sałat, truskawki z gałką lodów waniliowych, tort komunijny, wypita kawa, amaro i limoncello, zbliżenie na amaro.

Pytanie za sto punktów - gdzie ja to wszystko zmieściłem?:P