czwartek, 3 czerwca 2010

bananów rwanie


Wizyta w salonie piękności. Akcja toczy się w Avezzano w sobotnie przedpołudnie. W lokalu Manuela, którą mam poznać przez znajomego i jedna klientka w wieku około sześćdziesięciu lat, bardzo zadbana. Wchodzimy. Gdy tylko klientka mnie zobaczyła:
- Jaki piękny, jakie oczy niebieskie. Jaki piękny… Kim jesteś? Skąd jesteś? Co tutaj robisz?
Po opanowaniu śmiechu i uśmiechu:
- Jestem Polakiem, uczę się języka w Perugii.
- Mieszkam bardzo blisko stąd. Może pójdziemy do mnie porozmawiać po włosku? – zapytała flirtując.
Krótka rozmowa obfita była w zaskoczenia. Jednym z nich był wiek rzeczonej – 86 lat. Wprawdzie rano pani ma bardzo dużo energii, po południu jednak kładzie się odpocząć. Ogląda telewizję i czyta gazety w towarzystwie swojego małego pieska. Największe zaskoczenie miało nastąpić dopiero po kilku godzinach.
Wieczór. Impreza w domu nowej koleżanki Manueli, pracownicy salonu piękności. Ja:
- Kim jest kobieta, która była dzisiaj u Ciebie w salonie?
- Nie wiem, znam tylko jej ksywkę. Przychodzi często. Dzisiaj przyszła zrobić sobie paznokcie. Kiedyś rozmawiała ze mną i moją koleżanką. Koleżanka zapytała:
- Gdzie pani pracowała przed emeryturą? – klientka:
- Pracowałam wiele lat w Afryce, w ambasadach.
- A co pani robiła w ambasadach? Jaką pracę pani wykonywała?
- Prostowałam banany.
- hmmm… Prostowała pani banany? Co to znaczy?
- Prostowałam. Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć Słonko, prawda? – odpowiedziała signora z lekkim uśmiechem.

Brak komentarzy: