poniedziałek, 17 maja 2010

Prima comunione di Simone



na zdjęciach: zastawa, antipasti: (zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara) salami neapolitańskie, salceson, salami pikantne, mortadela, salami mediolańskie, surowe prosciutto, speck, domowa pasta z prawdziwkami, pasta ze śmietaną i kiełbaskami (salsicie), wołowina i jagnięcina, zestaw sałat, truskawki z gałką lodów waniliowych, tort komunijny, wypita kawa, amaro i limoncello, zbliżenie na amaro.

Pytanie za sto punktów - gdzie ja to wszystko zmieściłem?:P

13 komentarzy:

Ania vel Vespertine pisze...

Chyba w torbie ;)))

A tak serio, to przepięęęękne menu! Już myślałam, ze tak się na co dzień stołujesz ;)

Pozdrowienia z szarej
marnej
zimnej
Pl.

Dobrze, że uciekłeś na jakiś czas.

Mich pisze...

Aniu, ja tu podobnie marznę! Trafiłem na jedną z najzimniejszych majówek. Podobno ma się ocieplić w końcu po dwudziestym maja. Właśnie piszę (znad słoika z kremem kasztanowym) ubrany w bluzę, podkoszulek, ciepłe spodnie i buty. Lekko mnie dalej trzęsie, bez cukru wpadłbym pewnie w większe drgania. Dobra wymówka nie jest zła:)
ściskam

majka pisze...

Michu, litosci :) Zrobilam sie glodna od patrzenia na te zdjecia. I jeszcze zajadasz krem kasztanowy...to juz rozpusta :))

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Nie mam pojęcia gdzie, ale ja bym upchała gdzie się da! Może nie brzmi to tak elegancko i adekwatnie do wystawności dań, ale nie mogłabym się im oprzeć! Zazdroszczę!
W mojej krainie też zimno, mokro i bardzo, bardzo nie-majowo:(
Pozdrawiam serdecznie!

Amber pisze...

Ale się znęcasz tymi zdjęciami nade mną! Moje smaki.
Lżej się robi, kiedy piszesz,że w krainie włoskiej też zimno...
Pozdrowienia!

Mafilka pisze...

zimno budzi we mnie zawiść ;) i tak mam na końcu języka, że dobrze Ci hihihi...
A poważnie, bardzo fajne menu komunijne, bardzo. Szczególnie pomysł na truskawki z lodami, a nie odwrotnie (nie lubie lodów).
Pozdrawiam :))

Paula pisze...

wyśmienicie podane i przygotowane! musiało obłędnie smakować!

Mich pisze...

Smakowało obłędnie, to prawda.
Na zdjęciach brakuje pierwszych przegryzek- grissini, pizzetek, ciastek z kiełbaską. Pasta była jeszcze jedna- penne z sugo. Do drugiego dania podano pieczone ziemniaki z rozmarynem lub frytki do wyboru.
Menu rzeczywiście udane.
Mam nadzieję nie przyzwyczajać się do takich ilości jedzenia!
Z zimnem to nie żart. Już drugi raz mnie to spotyka. Siedem lat temu w sierpniu padało non stop. Teraz w maju marznę bo nie wziąłem ciepłych ubrań. I pomyśleć, że był luty, gdy w parku się opalałem...

Anna Maria pisze...

Szczęściarzu!:-)
Tu też maj chłodniejszy niż zazwyczaj, ale ma być cieplej - oby!

Marta Nowok pisze...

znowu zgłodniałam... a przy okazji zzieleniałam z zazdrości i chyba wyglądam jak szpinak ;)

mico pisze...

o, żeby cię, człowieku... zabiję jak spotkam... ja tu kurde na wsi jakiejś, tonę w błocie i wodzie, zimno mnię doskwiera, w ogródku to już nawet szczypiorek nie chce rosnąć, w takim klimacie, a ty mnie tutaj tak traktujesz? Takimi zdjęciami? Takimi opowieściami? A niech cie szlak jasny, i choliera jaka pochłonie. i jeszcze w komentarzach napisze, że smakowało obłędnie... a, żeby cię....

;-P

Polka pisze...

Michu zazdroszczę! Zazdroszczę wszystkiego od A do Z :)
Baw się dobrze i wypoczywaj co?
Przywieź wielkie garści wspomnień! Ja chcę to wszystko wysłuchać kiedyś ok?

;)

Beata pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.