czwartek, 18 lutego 2010

Lawendowy Dom od mojej kuchni

Miłe wieczorne przygody należą do na zawsze miłych wspomnień, które przechowuję długo. Wczorajsza historia niech posłuży za przykład.


Siedząc po południu za stołem, po pracy w domu przy talerzu z kolacją, herbatą i głową pełną bieżących dylematów (być czy nie być, mieć czy być, mieć czy umieć etc.) słyszę dzwonek do drzwi. Spodziewam się gościa, trochę jednak później. Otwieram więc drzwi z zaciekawieniem.


Miły pan wymienia moje nazwisko, daje do podpisania papier i nagle staję się właścicielem nieforemnej, szarej przesyłki. Domyślam się co jest w środku. Kończę jeść przyglądając się pakunkowi z Lawendowego Domu. Marzę skrycie o wrzosowisku i kolorze pozwalając sobie na dokończenie jedzenia. Czeka mnie deser nie byle jaki.


Przygotowuję espresso, powoli, delikatnie zdejmuję papier pakowy i jestem już pewien, że to fiolet zapukał do mych drzwi, nie mniej, ni więcej.

W Lawendowym Domu mieszka Beata, która ogłosiła mały konkurs na letnie wspomnienie. Wśród swoich wielu letnich impresji wybrałem jedną, która wryła mi się w pamięć głęboko. Na kolanie pisana minut dziesięć wygrała pyszny upominek. Przyjemna jest, przekonajcie się sami…

przyjemna, jak wczorajszy wieczór z niespodzianką, za który dziękuję bardzo.
Wieczorny Marzyciel

 

„Jest wieczór.
Szykujemy się do wyjazdu na dyskotekę. Daniella mówi, że dziś latino-americana. Gęste, rzymskie powietrze a my w kusych podkoszulkach gotowi na noc pełną wrażeń.
Wsiadamy do samochodu, w radio stare przeboje, które podśpiewujemy w dobrym nastroju.
Ciampino nie jest daleko, jedziemy szeroką drogą mijając w piątkowy wieczór samochody pełne Włochów i Włoszek, którzy odżyli po przeraźliwie upalnym dniu pracy.
W Lublinie latino na disco to muzyka techno z trąbką albo bębnami live, jak będzie w Ciampino?
Pięć sal, w tym na trzech (włączając górny pokład na dachu) króluje salsa, samba... królują panie i panowie, króluje zabawa, opalone ciała i wymiana partnerów do tańca. To na dachu przepadam na pół nocy. Starsi z młodszymi, młodsi z młodszymi. Dziadek tańczy rumbę z dziewczyną z okładki, za chwilę z żoną żeby po momencie podziękować za wspólny taniec kobiecie o miłej powierzchowności. Łysy, wysoki chłopak, którego hobby zamyka się w salach siłowni rytmicznie tańczy jive’a witając szczerym uśmiechem kolejne osoby wchodzące na parkiet pod gwiazdami.

Różańce na szyjach, pastelowo różowe podkoszulki, małe czarne i plisowane spódnice wirujące w koło. Białe zęby na tle słabych żarówek rozwieszonych na sznurze pod atramentowym niebem gdzieś na środku włoskiego buta.

Letnia przygoda zakończona wizytą w piekarni. Po świeżo wypieczone cornetti wypełnione masą budyniową, miodem i marmoladą. Posypane cukrem pudrem. Z puszką zimnego napoju w gęstą i oplatającą rozgrzane, opalone ciała noc.”

PS przepis na wspaniałe CIASTKA Z LAWENDĄ cytuję za Beatą:

"210 g miękkiego masła
3/4 szklanki cukru pudru
1 żółtko
szczypta soli
1 łyżka suszonych kwiatków lawendy
1 łyżka soku z cytryny
1,5 szklanki mąki
3 łyżki mąki ziemniaczanej

Składniki zagniotłam na gładkie ciasto i uformowałam wałek o średnicy ok. 4 cm. Owinięty folią spożywczą trafił do lodówki na ok. 2 godziny.
Schłodzone ciasto pokroiłam na ok. 5 mm plasterki, ułożyłam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 170ºC na ok. 12 - 14 minut w temperaturze 170ºC."
 



Dodam, że ciastka są wspaniale kruche. Mają niesamowity smak, gdzie na pierwszym planie króluje lawenda, ciągnąca lekką słodycz, świeżość i maślany posmak w ogonie.
 

Jestem w siódmym niebie. Nie! Lawendowym. Domu Lawendowym? Poniekąd. Dziękuję.

17 komentarzy:

dragonfly pisze...

Jakie miłe wspomnienie letnie...teraz jeszcze bardziej nienawidzę zimy.. A ciastek lawendowych nie jadłam i chętnie bym spróbowała. :)

Donata pisze...

Gratuluje slodkiego zwyciestwa!
Nie mialam przyjemnosci tancowac pod atramenowym rzymskim niebem. Podejrzewam,ze jest ono podobne do tego neapolitanskiego. Ja trafilam w ramiona Wezuwiusza, spedzilam upalne noce w Neapolu, wypelnione 'gioia di vita'. Do dzis pamietam smak cornetti con la crema,kupowane w nocnej piekarni. Che bello! Teraz to sen nocy letniej...

majka pisze...

No to juz teraz wiesz, jak smakuje zwyciestwo. Lawendowo :)) Gratuluje!

Tekst bardzo przemawia do mojej wyobrazni. To rozgrzane powietrze, muzyka, tance a na koniec jedzenie... Uczta dla wszystkich zmyslow :)

margot pisze...

ale śliczne ciasteczka i napisy

Beata Lipov pisze...

Mich, cała przyjemność po mojej... No i być, jak najbardziej być. Bardzo dziękuję. Pozdrawiam.

Kasia pisze...

super wspomnienie!
ciastka i ich zdjęcia - piękne!
acz nie dla mnie, ostatnio wypróbowałam lawendę w wypieku i to nie mój smak. szkoda. :(

Patrycja pisze...

Jakie przesmaczne nagrody wygrałeś Michu, gratuluję:)

Małgosia.dz pisze...

Mmmm... aromatyczna nagroda. :) Niestety tym razem nie zazdroszczę słodkości. :D Tylko dlatego, że sama też piekę lawendowe, kruche ciasteczka (z przepisu nieco innego, chyba jeszcze bardziej kruchego). :) Ale smacznego życzę, a jakże! :)

Mich pisze...

Dragonfly, lawendowe jadłem tylko kupione a i bardzo dawno. Te są pyszne!

Donata, ja z Wezuwiuszem łączę miłe wspomnienia spacerów i bezkresu wody, gwaru i morza ludzi na ulicach. Nocne piekarnie powinny być standardem, tyle przyjemnych wspomnień się z nimi zawsze wiąże.

Majka, uczta dla wszystkich zmysłów, to prawda. Czekam ciepła.

Margot, dziękuję.

Beata, :)

Kasia, wszystko to kwestia gustu, może czekoladowy weekend będzie bardziej w Twoim stylu? Powinniśmy ogłosić też waniliowy bo rejony ekstazy moich kubków smakowych.

Patrycja, dziękuję, zostawiłem sobie jedno ciastko na dzisiejsze popołudnie. Koniecznie muszę dorobić.

Małgosia, dziękuję. Ciastka mi bardzo smakują, kruchość jak dla mnie w sam raz.

pozdrawiam ciepło!

Anna Maria pisze...

Gratuluję:-) Ciastka wyglądają niesamowicie apetycznie. Lubię jeść lawendę, jadłam raz creme brulee z lawendą i to było najlepsze creme brulee, jak do tej pory.

Amber pisze...

Właśnie przyszła do mnie paczuszka kwiatów lawendowych. I trafiłam na Twój blog.Takie same ciasteczka upiekę.
Dzięki!

asieja pisze...

cudowna to lawendowa niespodzianka..

Patrycja pisze...

Już zjadłeś wszystkie?? Iii nnawet się nie podzieliłeś:P

Mich pisze...

Dziękuję za komentarze.
Kruche lawendowe wchodzą do mojej kuchni na stałe.

Pinos pisze...

O, kolejny sposób "zużycia" lawendy :)

Kasiuś pisze...

Hej, czy możesz się ze mną podzielić informacją, gdzie można kupić w Warszawie suszoną lawendę?:)

Mich pisze...

Hejo, niestety napiszę szczerze, że nie wiem. Swoją garść dostałem z Lawendowego Domu (www.lawendowydom.blogspot.com) ale to zbierana a nie kupiona. Próbowałbym w kuchniach świata.
pozdrowienia!