czwartek, 15 kwietnia 2010

Pierogi ruskie Sophii

Zacznę od sprawy, która poruszana była ostatnio. Masło vs. margaryna? W kwestii słodyczy bowiem nie widzę odzewu.

Nie potrafię rozłożyć na czynniki pierwsze wywiadu, który przeczytałem. Znam jednak kilka osób, które są to w stanie zrobić. Ba! Wsparte (nie podpierające się o) literaturą naukową dokładnie mogą zweryfikować wszystkie niedociągnięcia i skróty myślowe. Polecam Kolegę mego blogowego Synkofatę, który za takie dociekanie się zabrał tutaj: KLIK i KLIK. 

Nauka nauką, chemia chemią a jeść trzeba. Obiecane i przenoszone pierogi plus fotorelacja ze wspólnego z babcią lepienia. Z podanych proporcji wyszło nam ok. siedemdziesięciu sztuk.



Pierogi ruskie babci Stefci

Składniki na farsz:
1,5 kg ugotowanych ziemniaków
0,5 kg twarogu
1 średnia cebula zeszklona na smalcu
1 jajo
sól do smaku

Ugotowane, ostudzone ziemniaki przepuścić przez praskę. Podobnie postąpić z twarogiem. Dodać zeszkloną cebulkę i jajko. Dokładnie zagnieść soląc do smaku. Farsz trzeba spróbować na tym etapie.



Składniki na ciasto: 
¾ kg mąki
woda
łyżeczka soli
do wrzątku, w którym pierogi będą gotowane ok. 5 łyżek oleju

Ciasto wyrobić z podanych składników. Powinno odchodzić od ręki i być elastyczne, w konsystencji jak rozgrzana w rękach plastelina. Dolewamy wody lub podsypujemy mąką do uzyskania odpowiednich proporcji.


Wykonanie, sposób babci: 
Urwać kawałek ciasta wielkości małej pięści. Resztę ciasta schować do woreczka. Turlać urwaną część do uzyskania podłużnego wałka (podobnie jak przy kopytkach) po czym rwać kawałki wielkości przerośniętego orzecha laskowego. Wyrabiać w rękach. Nadziewać pełną łyżeczką farszu i dobrze ściskać brzegi. Dociskać, nie rozpłaszczając za bardzo żeby nie otworzyły się podczas gotowania.
Pierogi partiami wrzucać na dużą ilość niesolonego wrzątku. Gotować minutę po wypłynięciu na powierzchnię.


- Babciu, co jedliście gdy byłaś mała na obiad?
- Różnie, w niedzielę za to zawsze był kapuśniak albo kapusta i pierogi. Nie robiło się tak jak teraz, że do kapusty daje się nie wiadomo ile mięsa. Taka kapusta na wodzie to była. Pierogi duże, jak pięść. A kto by to robił dla tylu osób taką drobnicę jak my?! Wcześniej też nie dodawało się cebuli tylko trochę cukru do farszu.
- A rosołu nie było?
- Rosół to był jak kura zaczynała chorować i trzeba ją było dobić.

17 komentarzy:

dragonfly pisze...

No genialne po prostu! Żeby tylko z tymi pierogami tyle roboty nie było! :-)Jaka przystojna babcie. :)

karolina-g pisze...

uuu... smaku mi narobiłeś na pierogi.
ale chyba jeszcze nie upadłam na głowę tak mocno żeby je robić sama dla siebie. trzeba będzie jakąś pierogową imprezę zrobić.

a pieprzu do farszu nie?
u mnie (obie babcie, potem mama a teraz i ja przejęłam) zawsze i to porządnie musi być.
:)

mico pisze...

Ha! od zawsze podejrzewałem, że z tym rosołem, to coś jest jednak nie tak! ;)

Hankaskakanka pisze...

Dobrze, że jestem po kolacji ;)

ewelajna pisze...

Babcia piękna:) Moja też była Stefcia:) Tak teraz myślę, że Stefania to piękne imię...
Pierogi musiały być pyszne...
Pozdrawiam Cie Michu serdecznie:)

majka pisze...

Swietna fotorelacja Michu :) Babcia musi byc dumna z tak pysznych pierozkow. Zreszta z reguly to, co babcine smakuje najlepiej.

Uwielbiam ogladac takie stare zdjecia. I czy mi sie wydaje, czy Ty jestes do Babci podobny? :)

asieja pisze...

moja Babcia robiła najpyszniejsze ruskie pierogi
szkoda, że byłam zbyt mała, by jej w tym pomagac, a jedynie przyglądałam się z boku

zazdroszczę Ci więc takich wspólnych chwil

Anoushka pisze...

Niech ja tylko dostane nowa dostawę białego sera!
Uwieeeeelbiam pierogi. Wszystkie! A za ruskie mogę się dać pokroić :)

Amber pisze...

Wspaniała opowieść, wspaniała Babcia.
Zazdroszczę Ci, bo Mojej już nie ma...
Pierogi Twojej Babci i sposób wykonania przeniosę do mojej kuchni, jeżeli pozwolisz.
Uściski dla Babci!

Tilianara pisze...

Fotorelacja bardzo smakowita i wspaniała, nie dość że wyborne pierogi to jeszcze babcine :)

Magdalena pisze...

Hello...niech zyja babcie...kiedys musze zrobic takie pierogi z nierolowanego, a wydzieranego ciasta, dzieki za przypomnienie.
moja babcia niestety juz malo gotuje, choc kucharka byla przednia, a przede wszystkim potrafila robic wspaniale torty. a co babcia jadla na obiad, gdy byla po wojnie mloda dziewczyna? mlody jasiek, taki prawie zielony jak bob, ze smazona cebulka w lecie; zupe kminkowa; kapuste; mieso od swieta bylo, rowniez w domu mamy mimo ze po wojnie ludzie nawet w miescie hodowali kroliki czy kurki na podworkach :) pozdrawiam i ide dalej kaszlec.

Mich pisze...

Dragonfly, roboty rzeczywiście trochę, trzeba znaleźć dobre towarzystwo i można robić:)

Karolina, pieprzu do farszu nie, sam nie wiem czemu ale się nie u babci nie dodaje się wcale. Dla samej siebie rzeczywiście nie ma sensu, gdyby tak jednak zaprosić znajomych na obiad...

Mico, zależy którym:)

Hania, ostatnio czytam o węglowodanach i bieganiu. Nie ma przeciwskazań, byle z umiarem.

Ewelajna, Stefania to już niemodne imię. Odkąd pamiętam śmialiśmy się w rodzinie, że gdyby babcia urodziła się za granicą-miałaby na imię Sophia, a to już coś.

Majka, do babci trochę podobny jestem ale nosy mamy inne, usta, oczy mam pełniejsze i twarz bardziej pociągłą. No, może nie tak bardzo podobny:)

Asieja, babcia jest niecierpliwa i niechętnie współpracuje z "natrętami" w kuchni. Do mnie jednak, od kiedy się wyprowadziłem i widujemy się rzadko ma anielską cierpliwość. Sobie też tego zazdroszczę.

Żaba, tak mnie straszysz tym czego mieć nie będę jak wyjadę że mam ostatnio codziennie ochotę na twaróg, śledzie i śmietanę.

Amber, spisuję przepisy żeby żyły długo, bardzo chętnie się dzielę. Jeśli będziesz robić - pochwal się koniecznie!

Tili, u Ciebie też często bardzo domowo, pozazdrościłem i mam:)

Magda, babcia mówiła, że od zawsze do pierogów wydzierała ciasto. Tak nauczyła się kiedy była młoda i zostało na lata.
Stefcia pracowała ponad 30 lat w masarni po śmierci Wieśka-dziadka. Do tortów za to nigdy ręki nie miała. Ciasta piekła, bułki drożdżowe z nadzieniem śliwkowym (moje ulubione) i serowym, szarlotkę czy kruche ciastka z drylowanymi wiśniami z syropu. Robiła też makaron. Od kiedy można było kupić czterojajeczny w torebkach zaprzestała chociaż ostatnio wróciła do samodzielnie przygotowanego. Miło powspominać:)

Dziękuję za komentarze. Niedługo nowa blotka - tym razem keks popołudniowy, prawdziwie polski.

Beata Lipov pisze...

Mich, ja tylko na chwilę. Z ostatniej chwili - Italia czeka na Ciebie.
Babcię szanowną pozdrawiam serdecznie.

lo pisze...

To wielkie szczęście jak można sobie przyrządzć przysmaki razem z babcią. Uwielbiam ruskie pierogi, tylko żeby ktoś za mnie je lepił. Przez to za rzadko goszczą na moim stole.

Magdalena pisze...

Mich, jak rozumiem babcia zostala wdowa w dosc mlodym wieku - to tak jak moja babcia (dziadek zmarl 45 lat temu i nigdy go nie poznalam). wlasciciwe czytajac ten post nasuwa mi sie taka mysl - niech zyja dziadkowie! Jakos w mojej rodzzinie dziadkowie wczesniej zmarli - jednego nie znalam, a drugiego nie pamietam - bylam zbyt mala.
Pomysl z wydzieraniem to swietna sprawa dla tych, ktorzy boja i nie lubia rolowac; sama z pewnoscia z ciekawosci sprobuje.

buruuberii pisze...

Michu, wpis wspanialy, dawno tak dobrego nie czytalam - powaznie! Babcia ma moje serce :)

Niesamowite te jej slowa, wiesz moja Babcia nie lubila gotowac, nie lubi o tym opowiadac, jakos boi sie ze chce nie wiadomo-czego, a ja bym czasem chciala tych zwyklych opowiasci... Dobrze, ze sa babcie innych!

Pozdrowienia dla Babci, usciski dla Micha :-)

monique pisze...

zawsze jak widzę takie wpisy to pytam sama siebie dlaczego moja Babcia nie potrafi gotowac?!!!! ;)