poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Moja nowa pascha ulubiona i rejs w nieznane

Przepis na tą paschę znalazłem u Krzyśka i Beaty z Lawendowego Domu. Gdy te dwie osoby piszą, że przepis Kręglickich jest udany, nie może być inaczej. Cytuję:



Pascha
2 l mleka (wykorzystałem mleko pełnotłuste)
laska wanilii
0,5 l kwaśnej śmietany 18%
6 jaj
250 g miękkiego masła
3/4 szklanki cukru pudru
bakalie – posiekane morele, figi, daktyle
(u mnie rodzynki moczone w rumie i morele. Dekoracja to pomarańcza karmelizowana w cukrze i prezent świąteczny- belgijskie, ręcznie wytwarzane czekoladki w kształcie jaj. Dziękuję!)


Mleko zagotować z rozciętą laską wanilii. Roztrzepać jaja ze śmietaną i wlać do wrzącego mleka. Gotować powoli, nie dopuszczając do przywierania do dna, aż cały płyn w garnku się zwarzy i podzieli na ser i serwatkę. Ostudzić, usunąć wanilię. Cedzak wyłożyć podwójną warstwą gazy i odcedzić ser. Maksymalnie go odcisnąć, najlepiej zostawić na noc na cedzaku, a rano docisnąć. Serek powinien być prawie sypki. Masło zmiksować z cukrem pudrem. Stopniowo dodawać do masła ser i ucierać na wolnych obrotach, aż powstanie spójny krem. Bakalie namoczyć jeśli trzeba, osuszyć, pokroić nie za drobno, dodać do masy, wymieszać łyżką. Wyłożoną gazą miskę napełnić dość płynną masą i wstawić do lodówki, gdy stężeje odwrócić na talerz do góry dnem, zdjąć gazę i udekorować. (wykorzystałem 4 foremki z wyjmowanym dnem, sprawdziły się świetnie).


Pascha jest kremowa i ma wspaniały waniliowy posmak. Powinienem teraz napisać dla szczerości (albo zachęty), że już nigdy jej nie zrobię. Nie mogłem się wprost opanować, żeby nie podjadać. Czasem przydałaby się miła osoba do "strzelenia po łapach" kucharza, tudzież cukiernika.





Sporo prywaty:
Rozleniwiłem się tak bardzo, że rozpłynąłem się w nicości? Skądże! Prowadzę ostatnio hiperaktywne życie towarzyskie i udzielam się społecznie. Planuję dużo i godzinami (w tak zwanym czasie wolnym o ile nie czytam) obmyślam co będzie.


Co będzie w takim razie? Skąd to głupie pytanie? Otóż, Panowie i Panie rzuciłem pracę i wypowiedziałem umowę najmu mieszkania. Śmieszy mnie to wyznanie zabawne nieprzerwanie od kiedy klamka zapadła. Po prawie siedmiu latach orki (na ugorze, czytaj: pracy) wyruszam w rejs w nieznane. Może nie takie znowu nieznane, może nie do końca w ciemno (w końcu trochę się orientuję, gdzie leżą Włochy na przykład). Zachowuję dramatyzm potrzebny sytuacji.


Nie napiszę, że najbliższych kilka miesięcy mam rozplanowane. Może dlatego, że nie mam:
a) mieszkania i nie wiem gdzie będę mieszkał (jeszcze, wynajęcie pokoju w Rzymie to porównywalny koszt z warszawskim lokum)
b) zajęcia (nie do końca wiem co będę robił i co chcę robić. Zacznę pewnie od kursu językowego, w różnych częściach świata bowiem ludzie, którzy nie mają pojęcia o swoim istnieniu wpadają na podobne pomysły. Ukłon w stronę Liz Gilbert. Kojarzących uprzedzam, że nie jestem TAK szalony. Aśrama w Indiach czy zbieranie datków na dom dla potrzebujących na Bali nie jest wpisany w ryzyko wyprawy. Nie mogę jednak obiecać (nic?!), że nie będzie żadnego apelu, w końcu jadę po przygodę).


Wobec powyższych obaw, dla podsumowania plusów-mam:
a) plan spędzić wiosnę i lato w Italii
b) rozgadać się w języku ciągle mi obcym chociaż coraz bliższym
c) jeść i szukać przepisów doskonałych
d) fotografować
e) zwiedzać, jeździć, poznawać (pociągi regionalne są tańsze niż w Polsce, couch surfing znowu wraca do łask)
f) mam też bilet w jedną stronę na 5 maja
g) wolność do października


Jasno z kalkulacji wynika, że plusów jest więcej niż minusów. Nie ma się nad czym więc zastanawiać. Lekcje ze szkoły życia już niejedne dostałem więc wiem, że w przyrodzie występuje niewiele sytuacji, które mogą mnie pokonać i rozłożyć na łopatki. Zaginąć nie planuję. Hmmm... chociaż czasowo łapiąc błogie chwile? Czemu nie.


PS na czas "projektu Italia" otworzyłem konkurencyjny blog, szczegóły wkrótce
PS' każdy wie, że moja babcia robi najlepsze pierogi i ogórki kiszone. Nie wie? Jak to nie wie? To nie jest oczywiste? :) Dzisiaj rano byłem na lekcji lepienia pierogów ruskich, fotorelacja z komentarzem w kolejnym poście.
PS'' mam nadzieję, że spędziliście miło świąteczne dni, dziękuję za życzenia. Zainteresowanym donoszę, że jutro wracam ze Wschodu.
Ciekawe czy będzie mi dane rozmawiać ciemną nocą przez telefon w Italii centralnie pod Wielkim Wozem? Prowincjonalne miasteczka mają swoisty urok.
PS''' sam się dziwię, że tak się rozgadałem.

Przyjemności wiele!

27 komentarzy:

Kasia pisze...

Śliczna pascha Michu!

Mich pisze...

Dziękuję Kasiu, pascha ostrzejsza w smaku niż na zdjęciu:)

Patrycja pisze...

Michu, ale przygoda!
Ja to już Ci zazdroszczę i popieram decyzję!!:) Wszystkiego dobrego, gdziekolwiek będziesz. I odzywaj się czasami donosząc jak Ci się żyje, tam gdzie zawędrujesz:)

Uściski!

P.S. Cudna ta pascha i te jajeczka urocze:)

Anoushka pisze...

Ale Ci zazdroszczę! Eeeeh... Też kiedyś pojadę w nieznane (tzn w znane;)) i już tam zostanę i będę leczyć gepardy.

Póki, co planuje wakacje w deszczu i mgle (w tym roku ja wybieram, kiedy i gdzie ruszamy w podróż). Już nie mogę się doczekać września ;)

Jak rozumiem będziesz dawał znaki życia? W razie czego, jak Italia już Ci się znudzi, to do nas masz rzut beretem. Adres wyślę mejlem.

Z wrażenia, zapomniałm o tej bombie kalorycznej, co to ją prezentujesz. No nie powiem, zjadłabym ;)

PS
Wyrzuty sumienia mam, bo się objadłam nie-świą-te-cznie...

Kuba pisze...

Piękna pascha. Chętnie spróbuję tej z przepisu Kręglickich, bo ja robię trochę inaczej i bardzo jestem ciekaw efektu. Ale czy po świętach wypada?.... :-)

julia.julia. pisze...

Hmm.. Jak bardzo marzy mi się taka podróż! Pełna obrazów i zapachów..
Śliczna pascha!
Pozdrawiam!

Mich pisze...

Ja się nie żegnam, sprawdziłem już dostępność przenośnego internetu;)

Dziękuję za słowa uznania dla waniliowego deseru. Kuba, nie ma złych okazji dla paschy (to jeden z moich ulubionych deserów).

Pati:)
Julia, obrazów kilka przemycę.
Anoushka, Londyn? Żadne inne miasto nie przychodzi mi do głowy. Gdy już będziesz leczyć gepardy, ja mogę je liczyć. Wspaniały pomysł na czasy emerytalne. Ruinę chętnie odwiedzę, będę informował na bieżąco o swoim położeniu.

Ściskam i wracam do dziejów rzymskiej bazyliki. Papieże i ich kochanki, uciekający przed papieżem Michał Anioł... wzruszające

buruuberii pisze...

Michu, dobrze Cie czytac. Pieknego rejsu, udanego! Zazdrosze i podziwiam, czekam na przepisy i zdjecia i tylko dobre wiadomosci :)

Pascha: robilam z owego przepisu raz, ale powiem Ci ze wybieram pasche dla leniwych czyli "pasche carska" wg. Kreglickiej rowniez, gdy uzyc dobrego twarogu, smietaniki i wanilii nie ustepuje ww. W tym roku troche za bardzo odcisnelam, ale to sie wytnie :D

Asiek pisze...

Od niedawna z wielką ciekawością czytam bloga. Życzę wspaniałej przygody i czekam na następne posty z odległej Italii. Powodzenia!

Komarka pisze...

Mich, gratuluję i zazdroszczę decyzji i odwagi - plan bez planu brzmi wspaniale i życzę Ci, żeby ułożył się gładko :)
A pascha wygląda i brzmi zachęcająco, choć chwilowo nie mogę patrzeć na słodkości ;) Pozdrawiam.

Bea pisze...

Michu, alez tu nowosci! Musze przyznac, ze zazdroszcze troche... no dobrze, mocno zazdroszcze ;) Ja juz chyba 'na starosc' nie mialabym odwagi na taki rejs ;) Tym bardziej wiec zycze powodzenia i odwagi i czekam z niecierpliwoscia na ciag dalszy :)

Pascha brzmi (i wyglada) swietnie, tez chyba ja kiedys jednak popelnie ;)

Pozdrawiam serdecznie!

Polka pisze...

Michu WELL DONE!
Ja Ci powiem, że bardzo się cieszę.
I dla mnie to taki wirtualny kop w tyłek, żeby w końcu zacząć robić to o czym tak bardzo marzę.
Ty wiesz, że ja Ci życzę powodzenia w realizacji Twojego planu. Sympatię wielką mam dla Ciebie i daj znać, jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował, nawet cukru z prawdziwą wanilią :)
Michu odzywaj się proszę niech wiem, że żyjesz i nic się z Tobą złego nie dzieje okay?

:*

POWODZENIA

majka pisze...

Odwazna decyzja Michu. Dobrze Cie jednak rozumiem, bo sama tez zostawilam wszystko (prace, mieszkanie) aby moc znalezc sie tu, gdzie teraz jestem (moze nie jest to sloneczna Italia ale zawsze inne miejsce na ziemi :))

A podrozy do Italii zazdroszcze. Ja znajde sie tam dopiero w przyszlym roku. Mam nadzieje, ze podzielisz sie z nami swoim wrazeniami. Oby bylo ich jak najwiecej.

Pascha urocza (jak to sie stalo, ze ja paschy jeszcze nigdy nie robilam?)

Pozdrawiam cieplo.

paulaso pisze...

Bravissimo!
Za paschę i odwagę!
Niech się UDA!
Paula

Gosia pisze...

gratuluje odwagi na te "szalona" podroz,choc kiedys tez w podobny sposob wyjechalam do De ,no i zapuscilam tu korzenie na dobre,ale poki sie nie ma kotwiczki w postaci rodziny,dzieci zwlaszcza,to jak najbardziej popieram!!! bede trzymac kciuki za wspaniale wrazenia!!!
Pascha wspaniale Ci wyszla,musze tez kiedys sprobowac...za rok....to bedzie moj pierwszy raz....
Pozdrawiam poswiatecznie :)

Anna Maria pisze...

Wspaniała wiadomość! Gratuluję decyzji i już się nie mogę doczekać doniesień z bella Italia. Może spotkasz swojego Lucę Spaghetti:-)?
Tylko proszę nie zapomnij o nas, uwiązanych przez potomstwo i menażerię, którzy takie decyzje muszą odłożyć na emeryturę;-)

Mich pisze...

Dziękuję Miłym:)

Basiu, szczerze napiszę, że dużo pracy nie miałem. Wersję dla leniwych zostawiam na inną okazję. Lubię desery Kręglickich.

Asiek, do przygody jeszcze miesiąc. Relacje będą:P

Komarka, dziękuję, sobie też życzę gładko. Im bliżej tym narasta ciśnienie.

Bea, nigdy nie będę mówił, że "zawsze chciałem wyjechać, ot tak bez zobowiązań". Dziękuję i ściskam.

Pola, sympatia obustronna więc i ja trzymam kciuki za owocne realizacje postanowień nie tylko noworocznych. Mam nadzieję, że po przeprowadzce nastąpi seria zaplanowanych i udanych zwrotów akcji. Adres niedługo podam nowy, możesz powoli kreślić w notesie:)

Majka, może podrzucę kilka nowych słówek do Twojego zeszytu ze słownictwem jak już będę na włoskiej ziemi. Dziękuję, paschę polecam, niebo w gębie. Zaraz sprawdzę odpowiedź na pytanie o studio.

Paula, grazie mille. Mam nadzieję odwiedzić Cię w Poznaniu ale plan musi zaczekać "na lepsze czasy". Będę donosił co w trawie piszczy na bieżąco.

Gosia, pascha przyjęła się jako deser wielkanocny. Nie jestem jednak ortodoksyjny w dogadzaniu podniebieniu. Liczę, że Ty też:)

i na koniec Ania, może Lucę, może Orlanda, może nawet "przy odrobinie szczęścia spotkasz inteligentnego i oczytanego Włocha"- jak mawia moja nauczycielka. Spaghetti spotkam za to na bank, muszę poczynić jednak postanowienie dotyczące ilości przetwarzanego jedzenia. Nie chcę wracać w źle pojmowanym "dobrobycie".
gorące pozdrowienia

dziękuję za komentarze!

Ania vel Vespertine pisze...

Michale, wtłoczona w nauki aplikacyjne i pracę w kancelarii, szczerze zazdroszczę odwagi i szaleństwa. Brzmi fantastycznie, choć wiadomo, że łatwo nie będzie. Porzucenie pracy i wypowiedzenie umowy najmu plus bilet w jedną stronę do Włoch, brzmią jak poczatek dobrego filmu. Oby taki był. Ja już zacieram ręce na myśl o wszystkich smakołykach, zwyczajach i innych smaczkach związanych z życiem w Italii, jakie - mam nadzieję - nam zaprezentujesz.

Właśnie: co z blogowaniem???

Poza tym składam poświąteczne życzenia ;)

karolina-g pisze...

podobną paschę jada się u mnie w domu. właściwie nie nazywamy tego paschą tylko sernikiem gotowanym (sama nie wiem dlaczego).
nigdy nie mam w związku z nią wyrzutów sumienia choć może powinnam. to jedyne ciasto którego potrafię zjeść ilość nieprzyzwoitą.

Hankaskakanka pisze...

Michu, śliczna pascha! Trzymam mocno kciuki za Twoje plany na najbliższe miesiące :)

buruuberii pisze...

Wiesz, ja cigle mam wrazenie, ze ta pasch z gotowanego sera jest wspaniala, ale jakos przeszlam na leniwsza wersje (ktoa odcisnelam za nadto, ale to juz szczegol :-))
Pozdrowienia i powodzenia!

Ania vel Vespertine pisze...

Szukam, szukam maila do CIebie na tej stronie, ale znaleźc nie mogę, Michale! Znajdę? :)

buruuberii pisze...

Chyba nie znajdziesz Aniu :) Moze podesle, cos czuje ze Mich mnie za to nie zabije :DD

Beata Lipov pisze...

Mich, trzymam kciuki za Ciebie, za Twoje marzenia i plany. Podróżuj, badaj, poznawaj. Sto razy TAK! Już się nie mogę doczekać Twoich relacji.

Tilianara pisze...

Też robiłam tą paschę ... i aż chciałabym powiedzieć, ze też zrobię coś tak wspaniałego - plany wyjazdowe niezwykłe i mooocno trzymam kciuki byś przeżył czas niezwykły i piękny, byś zyskał nowe doświadczenia i odnalazł to czego poszukujesz :)

Ściskam cieplutko i dużo ciepełka ślę za Tobą Przylepo :*

I.nna pisze...

A co z Czesławem? Jedzie z Tobą, czy masz dla niego jakiegoś dobrego opiekuna na ten czas?

Pinos pisze...

Michu, gratuluję planów i ich realizacji. Ja podobnie jak Vespertine (bardzo podobnie) tyko marzę...