sobota, 26 grudnia 2009

La nonna La cucina La vita e auguri!

Moje zeszłoroczne postanowienie zostało zrealizowane - schroniłem się przed tegorocznymi świętami. Właśnie mija trzeci dzień mojego błogostanu. Zostałem w domu z masą książek, filmów, nieprzeczytanych gazet odłożonych na później, podręcznikiem do włoskiego, Czesławem – psem mojem jedynem, zapasami w lodówce i dobrym humorem.

Jak na krnąbrnego niehipokrytę przystało postanowiłem wykorzystać ofiarowany wolny czas na zajęcie się tym co lubię najbardziej. Chodzę spać zmęczony wiedzą i szczęśliwy.

Na przemian gościli u mnie Janusz Radek z Kaśką Groniec, Billie Holiday, George Michael, Liza Minelli z matką, Gaba Kulka, Tori Amos, oj… już tyle znanych nazwisk się przewinęło? Nie wymieniam dalej bo będziecie zazdrośni. Następne espresso, stołuję się smakołykami, robię przerwy na książkę kucharską, którą aktualnie czytam, książkę niekucharską, którą aktualnie czytam, oglądam dokumenty, fabuły,
leżę i myślę bo lubię.

O książce kucharskiej będzie. Urzeczony jestem i muszę ją mieć. Póki co gości u mnie przez grudzień. Ja z tych, co bibliotek szerokim łukiem nie omijają, zostało mi z dzieciństwa.
Larissa Bertonasco poczyniła wydaną w 2005 roku w Niemczech książkę „La nonna La cucina La vita. Wspaniałe przepisy mojej babci”. Niech Was nie zmyli nazwisko – książka rzeczywiście została wydana po raz pierwszy w Niemczech. Autorka jest w połowie Włoszką, wpół Niemką. Ładny papier, treść piękna. Prócz przepisów babci, znaleźć można u Bertonasco autorskie malunki, kolaże, rysunki i wiele osobistych historii autorki i Nonny.


Musicie przeto wiedzieć, że Nonna Larissy mieszka w Ligurii, dokładnie w Finale Ligure. Tam też prowadziła przy promenadzie restaurację Cucu. Prowadziła do czasu kiedy mąż - Mario zniknął z młodą kelnerką i całym majątkiem zostawiając czterdziestoletnią żonę. Sama trwać nie potrafi więc pojawił się jeden taki, o którym jest też po krótce. Historia goni historię, w obrazki wpatruję się jak zaczarowany, przepisy chłonę i myślę kiedy by co dobrego zrobić i od czego zacząć. Zabójstwem dla książki jest jednak tłumaczenie – z niemieckiego przełożyła Barbara Januszewska i nie wiem kto do tego dopuścił. Polenta to „mus kukurydziany”, coniglio con carciofi to królik z (uwaga)… JARZYNKĄ z karczocha, spaghetti alla carbonara to spaghetti z boczkiem…

Odnośnie rzeczonego spaghetti wiem już skąd wzięła się nazwa „carbonara” – wszystko za sprawą (autorki!) czarnego, przypominającego węgiel pieprzu, którym posypuje się na końcu makaron. Węgiel po włosku to przecież carbone.

Wyobrażam sobie krągłą Nonnę w skórzanej kurtce, pantoflach na małym obcasie i jeansowej spódnicy. Włoska Nonna jak malowana.
Polecam książkę bo mimo tłumaczenia warta jest uwagi. Co ciekawsze przepisy na razie skrupulatnie zanotowałem.
La nonna La cucina La vita
Wspaniałe przepisy mojej babci

Larissa Bertonasco
Propaganda,
Warszawa 2007

Mikołaj u mnie był. Ofiarował oprawioną kopię okładki The New Yorker’a z 17 kwietnia 1926 roku. Jeśli czytasz to Mikołaju - dziękuję bardzo. Gdybym zasłużył w kolejnym roku, może być oryginał bo piękna jest.
Ostatnia część blotki będzie najprzyjemniejsza:
Chciałbym Wam bardzo podziękować za życzenia, komentarze i to że do mnie wpadacie. Masę przyjemności sprawia mi obcowanie z Wami!

Ostatnio dostałem wirtualne wyróżnienie
"Vale a pena ficar de olho nesse blog!" od Dwóch chochelek za które dziękuję. Cieszę się, że cukinia cieszy się (takim!) powodzeniem. Wirtualne notatki mam ochotę dalej czynić więc zapraszam do mojej kuchni kiedy tylko macie ochotę.
Tam gdzie ja, tam i kuchnia moja, ole!

9 komentarzy:

Patrycja pisze...

Takie świętowanie to ja rozumiem:)
Pozdrawiam bardzo i życzę równie udanej reszty Świąt:)

P.S. Piesa masz obłędnego:)

Anoushka pisze...

Aiutooooo!
To à propos tłumaczenia! Skandal :(

Prezent super :) Bardzo mi się też podoba to zdjęcie obok... Kto to?

Mich pisze...

Dzięki za piesa i życzenia. Pieso niesamowity, to prawda:) A życzenia i ja składam serdeczne.

Anoushka, obok to Marcus Schenkenberg, pierwszy topowy model męski. Całe zdjęcie tutaj: http://marcus-schenkenberg.net/images/bildmain.jpg

Violetta właśnie umarła, kurtyna poszła w dół, niech żyje Verdi i zimowa przerwa!

Ania vel Vespertine pisze...

To ja już wyskoczę z życzeniami noworocznymi, bo ze świątecznymi nie zdążyłam -czas gnał jak szalony, a ja ledwo zdązyłam do domu na Wigilię.

Książkę mam! Piękna. Uwielbiam wydawnictwo Propaganda! Ha, też się smiałam z tłumaczeń potraw w tej książce... Niektóre wołały o pomstę do nieba. Pamiętam, ze jeszcze więcej smaczków tam było, chyba panna cotta tez była śmiesznie przetłumaczona.

No nic, uciekam. Noworoczny cmok :)

Małgosia.dz pisze...

To ja się z przyjemnością za książką rozglądnę. :) ole! :)
Mich, wiesz... ja Ci tego nic nie robienia zazdroszczę... Bo chociaż akurat w święta nie napracowałam się szczególnie (co innego przed świętami ;-)), ale i tak nie miałam możliwości tak po prostu się położyć i o niczym nie myśleć... Dzieci skutecznie mnie takich przyjemności pozbawiają... ;-)

majka pisze...

Ja tez chetnie schronilabym sie przed Swietami i spedzila je w tak milym towarzystwie :)) A ksiazke mam, sama sobie ja sprezentowalam pod choinke :))

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

zemfiroczka pisze...

Nie wiem jak to się stało, że u Ciebie nie bywam, a teraz wdepnęłam i podoba mi się.
Nonnę kiedyś pieściłam wzrokiem w księgarni, a i tak ostatecznie wyszłam z pustą ręką. I chyba żałuję... ;)

Kasia pisze...

takie tłumaczenie wywołuje u mnie smutek. niestety zdarza się to często. książkę mam - jest super. jestem tu pierwszy raz, z pewnością nie ostatni. smacznie się tu gotuje!

Mich pisze...

Cześć Kasia, dzięki. Tłumaczenia są ważne i nie wiem jak można akceptować TAKIE błędy językowe. Sam nigdy nie pokusiłbym się o tłumaczenie z dziedziny, na której się wcale nie znam. Jak widać niekiedy nie ma to znaczenia. Jarzynka z karczocha, tak. Książka całe szczęście i tak się broni.
pozdrowienia