niedziela, 21 marca 2010

Aglio, olio e lenistwo

Siedzę (na wpół leżę, podobnie jak mój pies w tej chwili), po obiedzie, z garścią solonych pistacji i drugim dzisiaj espresso. W głośnikach arie romantyczne Kaufmanna, po Lizie Minelli. Mam ochotę pisać zanim przejdę do meritum czyli dzisiejszego obiadu, który właśnie zniknął. Niezainteresowanych wycieczkami prywaty w rejony blogosfery odsyłam kilka linii niżej.



Niedziela się sączy, uwielbiam takie niedziele. Czesław-Pies-Mój-Jedyny gości od tygodnia przynosząc dużo radości i pozytywów, które z posiadaniem psa się wiążą. Za oknem przyjemnie, może tylko za dużo błota. Dość ciepło jednak i wieje wiosną z zachodu. Dwukrotnie dzisiejszej niedzieli leżeliśmy z Czesławem i książką. Jeden spał drapany za miękkim uchem, drugi śmiał się co chwila z przygód Elizabeth Gilbert w Italii. Nic nie pogania, do niczego się nie spieszy. Myśli krążą po swoich niesubordynowanych orbitach w weekendowym słodkim nieróbstwie. Czekam popołudniowej herbaty z gościem, może zrobię truskawkową delicję? „Jak bozia da”, jak mówi moja babcia Stefcia. Może. Mógłbym być czasem panią Crowe z ostatniego eseju w tomiku „Widoki Londynu” Virginii Woolf. Dostarczała sobie rozrywki i układała świat tak, by codziennie otrzymywać świeżą porcję informacji ze stolicy przyjmując lunchem lub popołudniową herbatą sąsiadów i ważne osobistości przez sześćdziesiąt lat. Londyn bez niej podobno nigdy nie będzie taki sam. Londyn jednak pozostał, pani Crowe odeszła. 

W błogostanie nie planuję. Trzymam się mocno fotela żeby nie wstać i nie rozliczyć PITu, uprzątnąć dokumentów, zrobić kolejnego podejścia do porządków w płytach. W zamian leżę i się cieszę. –Frajer – szepce do ucha commercialista. – Leń – w drugim uchu głos rozsądku naganiany realiami XXI wieku, ery informacji. Ding-dong: technologia zmienia się co kilka minut!
Niech sobie gadają, i tak zrobię swoje. Nikomu na przekór, po swojemu zrobię, jak zawsze.

Dzisiejszy obiad to klasyczne aglio olio e peperoncino wzbogacone o dobra, które znalazłem w lodówce i na parapecie. W sam raz na błogie, niezaplanowane popołudnia, kiedy najważniejsza na świecie jest ulubiona aria, dogłaskany pies (czy psy można zagłaskać?) i wypoczęty kręgosłup. Mam świeże peperoncino i czosnek mam, nie miałem jednak cierpliwości do krojenia, wybrałem składniki suche. Na kanapie leży leń? 



Aglio, olio e peperoncino +
składniki na 1 porcję: 

niewiele spaghetti

mieszanka przypraw:
po szczypcie suszonego czosnku w płatkach
krojonego peperoncino
oregano 


świeża pietruszka
świeża bazylia
suszony pomidor z oliwy
2 łyżki oliwy extra virgine
1 łyżka gotującej się wody, w której gotuje się makaron

peccorino sardo lub inny twardy ser

Ugotowałem al dente spaghetti w osolonej wodzie. W dużym kieliszku wymieszałem przyprawy, zalałem oliwą, dodałem gorącej wody, w której gotował się makaron. Dorzuciłem pokrojony pomidor, nać pietruszki i bazylię. Odstawiłem. Odcedziłem makaron, włożyłem z powrotem do gorącego garnka, zalałem oliwą z dodatkami, dokładnie wymieszałem. Starłem nad talerzem trochę sera i zjadłem ze smakiem. Ot, cała filozofia.


Carpe diem? Nie, chwilo trwaj!

20 komentarzy:

peggykombinera pisze...

Leniwa niedziela.
To lubię.

Leniwa część dopiero się u mnie zaczyna.
Niedziela to u mnie jedyny dzień, by cokolwiek zrobić w moich kątach.
Zaraz ulokuję się na sobie, z książką pod pachą, otulę się kocem. Powdycham świeże powietrze, posłucham kropel deszczu.

Prosty obiad zawsze jest najsmaczniejszy. Do takich lubię wracać.
Makaron uwielbiam, w towarzystwie ziół i pomidorów, z naparstkiem oliwy.
pysznie!
u mnie dzisiaj wokowe szaleństwo.

Patrycja pisze...

Ależ cudowna niedziela i takiż obiad! Cudowna, nic sobie nie wyrzucaj. Jak dla mnie idealna, no i Czesław...ma psia miłość:) Ja tylko jedną pretensję mam, że zdjęcia odpoczywającego Czesława nie ma,o!

Leniuchuj dalej i broń Boże nie pozwól nikomu sobie przeszkadzać:D

P.S. Ach herbatki popołudniowe...wpadłabym z ciasteczkami;)

spencer pisze...

Heh, ileż bym dał za taką leniwą niedzielę.. Żebym nie musiał przerzucać całych stert kserówek i notatek, żebym nie musiał wpadać do kuchni i po prostu łapać pierwszej napotkanej rzeczy, Heh.. wakacje coraz bliżej;))

Kasia pisze...

przyjemne lenistwo, przyjemny obiad! ach rozpusto :))

majka pisze...

I ja marze o spokojnej niedzieli z ksiazka w reku i kotem, zamiast psa, u boku :) Niestety pozostaje to na razie w sferze marzen. Przygotowania do przeprowadzki ida pelna para i trudno znalezc chwile dla siebie.

A takim spaghetti na pewno bym nie pogardzila :) Oczywiscie gdyby je ktos dla mnie przygotowal :))

Pozdrawiam wieczorowa pora :)

Ania vel Vespertine pisze...

ładny, płynący opis. Takie niedziele lubię! Ja też poszłam w makarony w ten weekend, było szybko i pysznie, a wyżyłam się piekąc kolejny chlebek bananowy :)

Miłego końca niedzieli!

Karolina pisze...

Leniwe niedziele to jest to, co tygryski lubia najbardziej. ;) A proste makarony idealnie sie w nie wpisuja. Uwielbiam!

Małgosia.dz pisze...

A ja nie mam leniwych niedzieli. Nic mi do ucha nie chce gadać. I nikt obiadu nie przygotuje. Niesprawiedliwe, co? :D
Ale Spaghetti Aglio Olio e Peperencino kilka dni temu jadłam! :) oczywiście własnoręcznie przygotowane, a jakże! :)

Magdalena pisze...

Hej! U mnie od dawna nie bylo leniwej niedzieli. Przede wszystkim dlatego, ze odkad jestesmy szczesliwymi posiadaczami progenitury, ta nie pozwala nam na leniwe niedziele - wrecz przeciwnie, musimy odrabiac zaleglosci z calego tygodnia. M.in. wlasnie dlatego, z powodu braku czasu, dosc czesto przyrzadzamy te jedna z najprostszych past, ktora rowniez pozostaje jedna z naszych ulubionych. A gdy bylam niewinna studentka, to nie raz i nie dwa zdarzylo sie ja gotowac pozna noca (o ile nie nad ranem) w celu zapobiezenia syndromowi drugiego dnia, na przyklad. Milego leniuchowania w przyszla niedziele.

monika pisze...

Aglio, olio e lenistwo - ależ mi się to podoba, cała historia też.. I świeże zioła w makaronie :-)
Pozdrawiam :-)))

Anoushka pisze...

Psa? Zagłaskać?
No co Ty!
:)

Wczoraj, gdy wieczorem wróciliśmy do ruiny, jakoś tak się złożyło, że nie od razu rzuciliśmy się na podłogę, żeby odpowiednio przywitać psa i rekompensować mu godziny samotnego oczekiwania. Psu bardzo się to nie spodobało. Posmutniał i poszedł sobie w kąt. Trzeba go było przepraszać. Długo :)

Leniwej niedzieli zazdroszczę. Ehhh... może kiedyś w końcu taką spędzę. I wtedy przygotuję taki obiad. Leniwy ;)

Kuba pisze...

Komentarz właściwie nie potrzebny - takie spaghetti broni się samo...
Jeśli maz ochotę, zapraszam do wzięcia udziału w konkursie - szczegóły na moim blogu.
Pozdrawiam!

buruuberii pisze...

Podpisuje sie pod Anoushka - psa sie nie da zaglaskac :-)

Michu, jakze lekko i milo czyta sie ten wpis, niewazne ze juz wtorek. A tak leniwy makaron to idealne dopelnienie niedzieli. I takie "czyste" smakowiete zdjecia - lubie :)

Pozdrawiam Cie cieplo.

Polka pisze...

Michu przeciez takie niedziele sa najcudowniejsze!
Len? Jaki len? Po prostu musisz porzadnie wypoczac :)
Jakbym byla blizej to bym wpadla z winem i cukrem waniliowym do kawy :)
No i czekam na ploty wiesz ze bardzo sie niecierpilwie :D

zemfiroczka pisze...

Ależ mi się to fajnie, leniwie ;) czytało! :)

Anonimowy pisze...

Ciao!
ascolta anche a me piace molto il libro La nonna la cucina la vita, forse hai preparato qualc di ricette della nonna?
cosa puo consigliarmi?
Saluti,
Agnese

buruuberii pisze...

To sie widze niezle u Ciebie rozleniwilo, az troche brakuje mi ze rzeadziej piszesz, no ale nie narzekam, ja nie nadazam wogole za czytaniem :-))
Pozdrawiam Cie Michu wiosennie!

Anoushka pisze...

Jest tu ktoooooo?
Zbyt dosłownie wprowadzasz w życie słodkie lenistwo ;)

Wszystkiego najlepszego Michu.
Niech te Święta będą najbardziej leniwe z leniwych ;)

Wyciskaj ode mnie Cześka!

Beata Lipov pisze...

Michu, lenistwo lenistwem, ale ileż tak będziesz milczeć?
Smacznego jajka Ci życzę.

Kuba pisze...

Mich, wszystkiego najlepszego! Zdrowych i smacznych Świąt! Pozdrawiam!